Społeczność

Kaszuby - (kasz. Kaszëbë lub Kaszëbskô) to kraina historyczna w Polsce, będąca częścią Pomorza, którą zamieszkują Kaszubi, Tutaj prezentujemy historie ludzi związanych z regionem Kaszub.

środa, 25 luty 2015 20:05

Leszek Zblewski

Autor: 
Oceń ten artykuł
(2 głosów)
Leszek Zblewski i Tadeusz Gawlik (autor) Leszek Zblewski i Tadeusz Gawlik (autor) Zdjęcie: L. Zblewski

Leszek Zblewski

                                       Był w wielkim sporcie.

Leszek Zblewski jest mistrzem Europy seniorów + 35 w biegach na 1500 i 5000 m. Ponadto jest mistrzem tej kategorii w pięcioboju klasycznym.

Skorzewo jeszcze niedawno było   małą wioską  z polami zbóż i ziemniaków wokół, obecnie to już prawie miejska osada. Odnalazłem dom Leszka Zblewskiego, ale tylko dzięki pomocy jednej z mieszkanek. „Ten sportowiec mieszka tam, gdzie widać  górne światła w oknach”. Przy jego dużych wieloletnich sukcesach  na stadionach, w biegach ulicznych i przełajowych,  jego sylwetka była niezwykle skromnie przedstawiana w mediach. To mnie zawsze zastanawiało, dlaczego wielokrotny mistrz kraju w biegach średniodystansowych, nie znajduje  większego zainteresowania  prasy ogólnopolskiej i lokalnej. Kościerzyna nie miała dotąd biegacza o takiej skali talentu i osiągnięć, jakie miał dotychczas i jakie jeszcze go czekają. Leszek, jak mi powiedział, zaczął uprawiać sport dzięki przykładowi swojej siostry Grażyny, która parę lat wcześniej, była czołową biegaczką Polski na długich dystansach. Szczupły i wysoki o dobrej koordynacji ogólnej, wygrywał z rówieśnikami. Pierwsze poważne juniorskie zwycięstwo zanotował w biegu przełajowym na torach hipicznych w Sopocie. Pokonał chłopców ze wszystkich powiatów i całego Trójmiasta. To było coś. Ten sukces dodał mu wiary w swoje możliwości i zachęcił  do systematycznego treningu. Po ukończeniu Studium Zawodowego o  kierunku elektrycznym, wyjeżdża odbyć służbę wojskową w Oleśnicy, natenczas mekki naszych biegaczy. Już w roku 1995 zostaje młodzieżowym mistrzem  Polski na dystansie 1500 m. Po powrocie do Gdańska studiuje na tutejszym AWF i trenuje pod okiem Henryka Tokarskiego. Zimą 1988 roku startuje w Halowych Mistrzostwach Europy w Walencji i plasuje się  tam na V miejscu,  w biegu na 1500m. Latem tegoż  roku na hiszpańskiej wyspie Ibiza wygrywa prestiżową uliczną  milę. W roku 1999 na Majorce zdobywa srebrny medal Uniwersjady na 1500 m, meldując się tuż za znakomitym Kenijczykiem B. Lagatem. W tymże roku ponownie wygrywa  1 milę na  Ibizie. W  roku 2005 po raz trzeci powtarza ten wyczyn, czego świadkami są jego żona i dwóch synków, zaproszonych przez organizatorów.  Pasmo sukcesów Leszka trwa. Pod rząd w latach 1999 – 2001zdobywa tytuły  mistrza Polski na koronnym dystansie 1500 m i ustanawia znakomity rekord 3,37,83 min. Dodam tylko, że piszący te słowa może się pochwalić  wynikiem  zaledwie 3,58,3 min. W rozgrywanych w Bremie Drużynowym Pucharze Europy Leszek  broni naszych barw na dwóch dystansach i zdobywa 9 punktów za III miejsce na 1500 m i  V na 3000 m. Polska wygrywa punktacje drużynową, a piękny bankiet kończy zawody. 

         Gdy szukam przyczyn sukcesów tego biegacza, to widzę dwie najważniejsze; końskie zdrowie, jak podkreśla Leszek  i włożona praca na treningach. Wzorowe ciśnienie i tętno w granicach 36 – 46 uderzeń na minutę. Takie parametry pozwalały mu na ciężki trening interwałowy, podnoszący wydolność układu krążeniowego i oddechowego. Biegacz kilkakrotnie powtarza kilkusetmetrowy odcinek na 80% możliwości z krótką, najwyżej  minutową przerwą na odsapnięcie. Inny rodzaj interwału,  to trzy serie 5x200 metrów  po 25-28 sekund i wtedy tętno skacze do 150 -170 uderzeń. Nie radzę nikomu naśladować, bo może się źle skończyć.  Leszka nie ominęły również  kontuzję. Miał je dwukrotnie, na początku kariery w roku 1986,  kiedy to naderwał ścięgno Achillesa, co w następstwie spowodowało  siedmiomiesięczną przerwą w zawodach. Drugim razem,  urwała  mu się  łękotka w kolanie  w 2006 roku. Nie obyło się bez operacji i dosztukowaniu jej kawałka.  Życie sportowca to  całe tygodnie treningu i startów  poza domem i rodziną.  Zimą to była Szklarska Poręba  i Spała, a za granicą dwukrotnie RPA, oraz Nowy Meksyk. Wczesną wiosną razem z reprezentacją Leszek wyjeżdżał do San Moritz i Font Romeu we Francji. W tych ośrodkach miał  znakomite warunki klimatyczne, wyżywienie i odnowę biologiczną. Czasem myślał sobie, że ta rzeczywistość go przerosła. Zaczął od szkolnego boiska w Kościerzynie, a teraz ogląda egzotyczne zakątki kuli ziemskiej. Lata samolotami, mieszka w dobrych hotelach, startuje w zawodach ze światowym sławami. Był przecież  jeszcze dwukrotnie w Japonii, startując w sztafetach maratońskich, był również w roku 2001 na Uniwersjadzie w Pekinie. W ogóle rok 2001 był dla Leszka pod względem sportowym najlepszym. Wtedy panował na polskich bieżniach, ustanawiał rekordy, zdobywał mistrzostwa kraju. Dotąd doliczył się 23 medali w kategorii juniorów, seniorów, na otwartym stadionie i w hali. Z dużą sympatią mówi o Goleniowskiej Mili, w której startował 14 razy, od początku jej powstania. Dziewięciokrotnie ją wygrał, a pozostałe cztery razy też stawał na podium.

            Od tego roku Leszek  oswaja się z grupą weteranów. Jak na początek zadebiutował wspaniale zdobyciem tytułu mistrza Polski. Oprócz własnego treningu, ma pod swoja pieczą siedmiu biegaczy kościerskiego Remusa, z którymi trenuje 3 razy w tygodniu  i 35 chłopców z klubu Olimpijczyka Skorzewo, spotykając się z nimi dwukrotnie w tygodniu. Ma jednego osiemnastolatka  Daniela o niezwykłych warunkach fizycznych, jeżeli dalej będzie czuł rękę trenera, zajdzie daleko, ale i do rekordów trenera jest niebotycznie daleko, oto one; 800 m- 1,49,25 *  1000 m- 2,19,70 * 1500 m – 3, 37, 83  *  3000 m - 7,57,47  *  5000 m -14,15, 66  Magister Leszek Zblewski jest również nauczycielem i prowadzi  lekcje wychowania fizycznego w Powiatowym Zespole Szkół nr 2 w  Kościerzynie.  Zapracowany ponad miarę, tylko wieczorami ma chwile czasu, aby przyjrzeć  się swojemu zbiorowi pucharów, dyplomów i medali. Widziałem je i ja, budzą zdumienie ilością i kolorytem. Kolekcja będzie się jeszcze z pewnością  powiększać, bo w duszy  Leszka sport  jeszcze gra, wciąż jest  nienasycony,  patrzy w przyszłość. Dopiero kiedyś,   patrząc na minione lata, pomyśli sobie że ich  nie zmarnował, że talentu nie zakopał do ziemi.

 

Leszek Zblewski

Czytany 2160 razy Ostatnio zmieniany wtorek, 10 marzec 2015 10:07

Skomentuj

Komentarz zostanie opublikowany po zatwierdzeniu przez redakcję.


Proszę rozwiązać proste zadanie (blokada antyspamowa):

Skocz do:

Ostatnio dodane

Polecamy

Zdjęcie z galerii

Ostatnie komentarze

Gościmy

Odwiedza nas 53 gości oraz 0 użytkowników.

szwajcaria-kaszubska.pl