Pies trôwã żgrze, wnet pò pogodzę mdze.
Gdy pies trawę gryzie, będzie deszcz.
Drugi już rok odbywają się spotkania w ramach Uniwersytetu dla Każdego w Baninie, zawsze w ostatni piątek miesiąca. W marcu gościem była absolutnie postać wyjątkowa – admirałowa Maria Karweta.
- Dzisiejszy temat jest nam z jednej strony bardzo bliski, bo admirał Andrzej Karweta wraz z żoną Marią i dziećmi byli i są mieszkańcami Banina, z drugiej strony niewielki przecież mamy kontakt na co dzień z Marynarką Wojenną – mówił na wstępie prowadzący Eugeniusz Pryczkowski.
Andrzej Karweta był, co przepięknie wynikało z prelekcji jego małżonki, niezwykle zdolnym studentem, oficerem i dowódcą. Pochodził ze Śląska, ale bardzo pokochał Kaszuby. Z rodziną często zwiedzali nasze okolice. Z Kaszubami też związali swe życie. Tu ostatecznie – na parafialnym cmentarzu w Baninie – spoczął wybitny admirał po katastrofie smoleńskiej.
- Był doceniany na całym świecie. Zawsze potrafił wspaniale budować relacje, stąd podległe mu służby osiągały duże sukcesy. W kryzysowych sytuacjach często musiał ratować całe sektory polskiej marynarki. Niestety, po śmierci dopuszczono się tyle ewidentnych zaniedbań i krzywd ze strony polskich władz, że nie da się już ich naprawić – dobitnie podkreślała prelegentka w czasie niemal trzygodzinnej znakomitej oracji.
To spotkanie na długo pozostanie w pamięci. Klarownie naświetlało czym jest zło a dobro. Jednocześnie ukazało, że jedynym remedium na zło są nasze odwieczne wartości, wiara w Boga, przebaczenie, siłą wypływająca z pięknego i tradycyjnego wychowania oraz miłości. W obliczu tych treści – jak skonstatowano – pięknie się stało, że przed pogrzebem admirała w Baninie odbyła się tradycyjna kaszubska pusta noc. W ten sposób – cytując Marię Karwetę sprzed szesnastu lat – Kaszubi przytulili go do siebie.
- Ja również jestem wam bardzo wdzięczna, bo bardzo dobrze czuję się wśród was – podkreślała admirałowa, od kilku lat członek ZKP w Baninie, organizatora spotkań. (aj)
Odwiedza nas 139 gości oraz 0 użytkowników.
