Szlaki turystyczne

Znajdziesz tu informacje na temat miejsc, które są ciekawe do odwiedzenia. Prezentacja wizualizacji i zdjęć oraz opisów szlaków pieszych, rowerowych i Nordic Walking.

piątek, 01 czerwiec 2018 00:00

CZARNE I BORNE SULINOWO I: Geneza kompleksów poligonowych i obozów dla jeńców wojennych w hitlerowskim systemie

Autor: 
Oceń ten artykuł
(2 głosów)

1. Geneza kompleksów poligonowych i obozów dla jeńców wojennych w hitlerowskim systemie

Ziemię pomorską charakteryzuje duże zalesienie terenu, przekraczające w znacznym stopniu średnią krajową. Tutejsze lasy zajmują ponad połowę powierzchni, pozostałość stanowią jeziora i ziemie uprawne. Sprowadzani na te tereny koloniści rozpoczęli proces podporządkowywania tych terenów na potrzeby człowieka. Z biegiem lat terytorium to stało się regionem wybitnie rolniczym, na którym powstawały wielkie majątki ziemskie.
Idealne wręcz pole działania na tym terenie miało wojsko. Każda armia bowiem, musi mieć możliwość przeprowadzania ćwiczeń wojskowych, aby doskonalić swą wartość bojową.
Początki takich działań sięgają już okresu wczesnego średniowiecza, kiedy to miejscowość Czarne wraz z okolicami znalazła się w księstwie świeckim, w kasztelanii raciąskiej.
Po aneksji Pomorza Gdańskiego przez Krzyżaków w początkach XIV w. kasztelanie uległy likwidacji, zaś w ich miejsce powstawały komturstwa i wójtostwa. W 1312 r. Krzyżacy zakupili tereny Człuchowa i okolic, i na dotychczas nieznanym terenie zorganizowali komturię – jednostkę administracyjno-wojskową. Po rozszerzeniu granic, wśród leśnych i niemal bezludnych puszczy, tworzyli stanowiska obronne zwane „domami w dziczy” – Wildhaus. W czatowniach, z których jedna znajdowała się w Czarnem, stacjonowały oddziały wojskowe, samowystarczalne pod względem gospodarczym. Z czasem osada rozrosła się i przeobraziła w ośrodek miejski.
Po zawarciu drugiego pokoju toruńskiego w 1466 r. i przejęciu tych terenów pod władzę królów Polski utworzone zostało starostwo hamersztyńskie, a miasto Czarne nosiło nazwę Hamersztyn, Amersztyn, Czarne (Szerzej na ten temat zob.: T. Gasztold, W. Zybajło, M. Zybajło, Miasto i gmina Czarne. Zarys dziejów, Czarne – Człuchów 2001, s. 34 - 60.: Por. też: Nazwy miast Pomorza Gdańskiego, Gdańsk 1999, s. 50 - 52.).
Gdy w 1772 r. nastąpił pierwszy rozbiór Polski, ziemia pomorska znalazła się pod panowaniem Prus. Na lesistym terenie okolic Hammerstein (Czarne) został utworzony poligon – plac ćwiczeń przeznaczony dla wojska pruskiego. Po zjednoczeniu Niemiec w 1871 r. swe ćwiczenia prowadziły tu jednostki niemieckiej armii cesarskiej, a później także i policji. Miasteczko Hammerstein stało się siedzibą garnizonu. W 1885 r. utworzono strzelnicę, a następnie wzniesiono prowizoryczny budynek dla wojska. Niebawem w mieście było więcej żołnierzy niż mieszkańców. Sytuacja ta panowała do 1914 r., kiedy to w mieście urzędowali komendanci garnizonu i poligonu (W. K. Nehring, Westpreussische Garnisonen (Standorte), „Westpreussen Jahrbuch“ 1970, Bd. 20, s. 133.).

W okresie pierwszej wojny światowej ćwiczenia wojskowe w Hammerstein odbywali rekruci armii cesarskiej.
W okresie Republiki Weimarskiej (1919 – 1933), na poligonie w Hammerstein prowadziła swe szkolenia bojowe, ograniczona liczebnie Traktatem Wersalskim z 1919 r. do 100 tys. żołnierzy i oficerów, republikańska armia niemiecka (Reichswehra).
Terytorium Republiki Weimarskiej było podzielone na 12 Okręgów Wojskowych, z których każdy posiadał swój poligon o powierzchni 20 tys. morgów. Na jego czele stał oficer sztabowy jako komendant podlegający dowódcy Okręgu, na którego obszarze się znajdował.
W 1919 r. zlikwidowany został XVII Korpus Armijny (Armeekorps) z siedzibą dowództwa (Generalkommando XVII) w Gdańsku, a część jego oddziałów zostało podporządkowanych II Korpusowi Armijnemu z siedzibą dowództwa w Szczecinie.


To właśnie ta stutysięczna Reichswehra stała się „armią kadrową” (Szerzej por.: N. Maczulis, Wkład Reichswehry w rozwój faszyzmu i upadek Republiki Weimarskiej w 1933 roku, „Przegląd Zachodniopomorski” T. II (XXXI), z. 2 1987, ss. 97 – 104.: Por. też: tenże, Działalność polityczna niemieckich sił zbrojnych w okresie Republiki Weimarskiej, cz. 1, „Przegląd Zachodniopomorski”, R. XXIX, z. 3/4 1985, ss. 91 – 107, cz. 2, „Przegląd Zachodniopomorski” T. I (XXX), z. 1 1986, ss. 85 – 100.) i trzonem hitlerowskich sił zbrojnych - Wehrmachtu. Już 8 lutego 1933 r. kanclerz Rzeszy A. Hitler przeprowadził rozmowę z ministrem obrony Rzeszy (Reichswehrminister) gen. płk Wernerem von Blombergiem dotyczącą kierunków rozbudowy armii. Reorganizacją armii lądowej zajął się od 1 stycznia 1934 r. gen. art. Werner von Fritsch, a w jego najbliższym otoczeniu znalazł się gen. Liese. Na nim to spoczęło kierownictwo wydziałem sztabu, w którym pracowały setki inżynierów, ekspertów, chemików, rysowników przeprowadzających badania naukowe, jakich wymagała ówczesna technika wojskowa (A. Czarnik, Ruch hitlerowski na Pomorzu Zachodnim 1933 – 1939, Poznań – Słupsk 1969, s. 147 – 148.: Zob. też szerzej na ten temat: W. Kozaczuk, Wehrmacht 1933 – 1939. Rozbudowa sił zbrojnych Trzeciej Rzeszy jako narzędzia presji, ekspansji terytorialnej i wojny, Warszawa 1978, s. 93 – 123.).
Wszystkie te działania miały na celu umożliwienie realizacji planów podboju Europy Wschodniej i powiększenia przestrzeni życiowej Niemców (Lebensraum). Podboje jednak możliwe były przy udziale i rozwoju przemysłu zbrojeniowego, a ten z kolei dawał setkom tysięcy bezrobotnych Niemców miejsca pracy. Do testowania nowego sprzętu oddziałów taktycznych armii potrzebne były poligony, na których szkolić się mieli żołnierze. Rozbudowywana liczebnie armia potrzebowała więc nowego poligonu, wyposażonego w najnowocześniejszy sprzęt techniczny.
W tej sytuacji, powszechną uwagę wojskowych i polityków zwróciły tereny Pomorza Zachodniego. Były one zlokalizowane niedaleko granicy z Polską. Te zalesione tereny były słabo zaludnione, istniała niewielka liczba wsi, zaś ludność była znacznie biedniejsza niż w innych prowincjach Rzeszy. Ukształtowanie terenu natomiast było wręcz idealne dla potrzeb wojska, co zdecydowało, że zapadła decyzja o budowie w tym miejscu ogromnego poligonu.
Już jesienią 1933 r. rozpoczęto przesiedlenia ludności i podjęto badania geodezyjne przygotowujące teren do budowy poligonu ? Truppenübungsplatz Gross Born.

Z map znikały miejscowości Linde, Gross Born i Westfalenhof, a administracji leśnej odebrano ponad 18 tys. ha ziemi, tzw. „obszarów leśnych”, przeznaczonych na potrzeby Wehrmachtu. Niebawem na tym obszarze działania pojawiła się armia inżynierów dysponująca 10 tysiącami pracowników fizycznych, zakwaterowanych w specjalnie pobudowanych barakach. W szybki i zorganizowany sposób stworzono od podstaw wielki poligon doświadczalny dla potrzeb rozwijającego się Wehrmachtu (J. Rostkowski, Znikające miasta. Gross Born – Borne Sulinowo, Westfalenhof – Kłomino, Warszawa 2004, s. 16 – 19.).
Fakt ten niósł za sobą konieczność budowy różnego rodzaju obiektów wojskowych. W wielu miejscowościach Pomorza Zachodniego wybudowano wówczas całe kompleksy koszar: w Białogardzie, Choszcznie, Kołobrzegu, Szczecinku, Trzebiatowie, Wałczu i Bornem.
W 1934 r. rozpoczęto na Pomorzu Zachodnim budowę potężnego systemu umocnień, w którym najważniejszą rolę odgrywał Wał Pomorski (Pommernstellung – d – 1) lub w skrócie „D – 1”.
Główny szkielet kilkudziesięciu żelazobetonowych schronów wykończono już w 1935 r., o czym świadczy napis Erbaut 1935. Grubość ścian i stropów w specjalnych schronach wynosiła 2 m. Były one połączone podziemnymi korytarzami i zaopatrzone w dopływ wody, powietrza i prądu. Mogły pomieścić 80 żołnierzy. Mniejsze schrony bojowe były rozlokowane na stokach wzgórz, na przesmykach między jeziorami i posiadały doskonałe pole ostrzału z broni maszynowej, wyrzutni granatów i dział (Szerzej na ten temat zob.: A. Czarnik, Ruch hitlerowski…, s. 151.: Por. też Z. Boras, R. Walczak, A. Wędzki, Historia powiatu wałeckiego, Poznań 1961, s. 273.: Dzieje Ziemi Szczecineckiej, pod red. A. Czarnika, Poznań 1971, s. 140.: M. Sczaniecki, K. Ślaski, Dzieje Pomorza Słupskiego

(w wypisach), Poznań 1961, s. 214.: T. Gasztold, Wyzwolenie Ziemi Koszalińskiej w 1945 roku, „Zapiski Koszalińskie” z. 5/13 1963, s. 3.).
Na terenie pruskich prowincji Pommern i Westpreussen powstały więc dwa potężne poligony – w Gross Born (Borne) i Hammerstein (Czarne).

Szczególne znaczenie miał poligon w Gross Born, w którego budowie, rozpoczętej we wrześniu 1935 r., uczestniczyło 3,5 tys. robotników. Wśród nowego sprzętu oddanego do dyspozycji Wehrmachtu znalazło się także lotnictwo wyposażone w podziemne hangary.


W dniu 19 maja 1936 r. oddano do użytku pierwszą część poligonu w Gross Born. W zorganizowanej z wielkim rozmachem uroczystości uczestniczył gauleiter Pomorza Zachodniego Franz Schwede – Coburg.
Już jesienią tegoż roku na tym poligonie odbyły się wielkie manewry II korpusu Wehrmachtu. Były pierwszymi, po zakończeniu pierwszej wojny światowej, a przeprowadzone zostały pod dowództwem gen. Johannesa von Blaskowitza, w których uczestniczyły również oddziały rezerwistów.


Jesienią 1937 r. na poligonie w Gross Born zostały przeprowadzone manewry pierwszej grupy wojsk lądowych (Heeresgruppe 1 Berlin) pod dowództwem gen. płk Gerda von Rundstedta. Uczestniczyły w nich wojska lądowe, lotnictwo i marynarka wojenna. Zadaniem tych ćwiczeń wojskowych było wypróbowanie umiejętności współdziałania sztabów i jednostek różnych rodzajów wojsk. Znamienną rzeczą był fakt włączenia się do manewrów hitlerowskiego ministerstwa propagandy, które wypróbowywało przydatność cywilnych dywersyjnych jednostek propagandowych w warunkach wojennych ( A. Czarnik, Ruch hitlerowski…, s. 150.).


W dniu 18 sierpnia 1938 r. zakończył się okres budowy i przygotowań poligonu Gross Born. Odbyła się uroczystość otwarcia Truppenübungsplatz Gross Born oraz ceremonia oficjalnego wcielenia tajnych garnizonów Gross Born do struktur organizacyjnych Wehrmachtu. W uroczystościach brał udział Führer i najwyżsi dowódcy wojskowi, którzy po zakończeniu ceremonii przenieśli się do Offizier Kasino (Dom Oficera).
O rozwój tego najnowocześniejszego wówczas ośrodka wojskowego dbał osobiście kanclerz A. Hitler. Na jego polecenie powstała w Offizier Kasino w Gross Born przepiękna sala widowiskowa z tarasem widokowym wychodzącym na wody Jeziora Pile.

Następnego dnia zaprezentowano gościom możliwości bojowe jednostek wyposażonych w najnowocześniejszy sprzęt i uzbrojenie. Pododdziały wojsk pancernych dowodzone przez gen. Heinza Guderiana zaprezentowały błyskawiczny atak, a oddziały pustynne dowodzone przez gen. Erwina Rommla przedstawiły możliwości ich użycia w walkach, w oparciu o działanie jednostek pancernych

(J. Rostkowski, op. cit., s. 17 – 19.).
Jak relacjonował jeden ze świadków:

„… na poligonie w pobliżu Jelenia odbywały się ciągle manewry, pokazy strzelania artylerii. W 1938 r. przyjechał na manewry Hitler. Przebywał w Bornem. Przyjmował defiladę na łąkach.
Z całego Pomorza Zachodniego przyjechały delegacje różnych organizacji. Po strzelaninach, które wypadły dobrze, Hitler miał powiedzieć do żołnierzy: chłopcy, dobrze strzelacie. Jeśli tak będziecie strzelać, to znak, że trzeba pomyśleć o wojnie.
Latem 1939 r. wielu mężczyzn poszło do wojska. Do Silnowa przychodziły transporty broni, amunicji. Powstały duże magazyny amunicyjne. …” (Cyt. za: T. Gasztold, Nim ruszyli na Polskę, „Zapiski Koszalińskie”, 1964, z. 3, s. 10.).

Zachwycony popisami sprawności oddziałów i ich dowódców Hitler po zakończonej ceremonii podjął decyzję, że gen. von Blaskowitz pozostanie na poligonie Gross Born i przygotuje plan nagłego ataku na Polskę. Do historii plan ten przeszedł pod kryptonimem „Fall Weiss” (Plan Biały).
Druga wojna światowa rozpoczęła się w najbardziej tajnym miejscu Trzeciej Rzeszy – na poligonie Gross Born, gdzie na rozległych terenach, chronionych przez liczne posterunki wartownicze, skoncentrowano wyborowe dywizje pancerne i zmechanizowane (J. Rostkowski, op. cit., s. 19.).
Od lipca 1939 r. obserwatorzy polscy notowali coraz więcej oddziałów Wehrmachtu przerzucanych na wschód pod pretekstem prowadzenia prac fortyfikacyjnych.
W rzeczywistości jednak zmierzały one ku granicy z Polską z określonym celem. Potężnym ośrodkiem ich koncentracji był poligon Gross Born, gdzie faktycznie kończono już formowanie 4 armii wchodzącej w skład „Heeresgruppe Nord” {Grupa Północ}, na czele której stał gen. art. Günther von Kluge. Hitlerowski Wehrmacht przygotowywał się do napaści na Polskę.
Zgodnie z przyjętym założeniami, pododdziały niemieckiej 4 Armii wchodzące w skład Heeresgruppe Nord, wyruszyły z poligonu Gross Born atakując zgrupowanie polskiej Armii „Pomorze” dowodzonej przez gen. Władysława Bortnowskiego. Żołnierze tej armii stali się w krótkim czasie pierwszymi jeńcami wojennymi Stalagu II B Hammerstein i utworzonego później Oflagu II D Gross Born, zlokalizowanymi na obszarze obu poligonów.
W obliczu zbliżającego się konfliktu zbrojnego wśród niemieckiej kadry oficerskiej krążyło zatrważające powiedzenie: „Gott erschuff im Zorn – Gross Born” (Bóg stworzył w gniewie Borne – Gross Born) ( N. Maczulis, Dzieje Ziemi Łubowskiej do 1945 r., Pr. dypl. pod red. M. Cubera, Czaplinek 1977, s. 81 – 82.).

Te pomorskie tereny poligonowe stały się punktem wyjścia nieuchronnie zbliżającej się wojny. W dniu 1 września 1939 r. o godz. 4.45 wyruszyły z nich na podbój świata dywizje hitlerowskie. Wśród nich znajdował się XIX Korpus Pancerny gen. Heinza Guderiana.
W opublikowanych po wojnie pamiętnikach gen. Guderian napisał:

„… 22 sierpnia 1939 roku otrzymałem rozkaz udania się na pomorski poligon Gross Born, aby wspólnie ze sztabem świeżo sformowanego XIX Korpusu, który otrzymał nazwę „Befestigungsstab Pommern” (Sztab fortyfikacyjny Pomorze), wziąć udział w budowie umocnień polowych wzdłuż granicy Rzeszy dla ochrony przed polską agresją…” (H. Guderian, Wspomnienia żołnierza, Warszawa 1958, s. 56.).

Nic bardziej kłamliwego. Wiadomym powszechnie jest, że agresorem były wojska hitlerowskie wspierane później przez armię sowiecką. Potwierdził to szef sztabu XIX Korpusu gen. Guderiana płk Walter K. Nehring, późniejszy generał broni pancernej. W powszechnie niedostępnym w Polsce artykule opublikowanym 20 lat po zakończeniu drugiej wojny światowej napisał, że niemiecki plan operacyjny na Polskę „Fall Weiss” zakładał w swej późniejszej fazie realizacji, militarną pomoc Wehrmachtowi ze strony Związku Sowieckiego (Die Bedrohung Polens durch die Sowjetunion im Rücken.: Szerzej zob.: W. K. Nehring, Der Feldzug in Polen. September 1939, „Westpreussen Jahrbuch”, 1967, Bd. 17, s. 120.). Tak też się stało i był to bezsprzecznie kolejny rozbiór Polski.
Temu, do niedawna nieznanemu, zbrodniczemu faktowi historycznemu, należy w tym miejscu poświęcić nieco więcej uwagi. Ukrywany skutecznie przed światową i polską opinią publiczną przez lata istnienia Związku Sowieckiego i Polski Ludowej, będącej w sojuszu z Armią Radziecką, miał rzeczywiście miejsce w dniu 17 września 1939 r.. Wtedy to przeciwko broniącym się przed nawałnicą niemiecką wojskom polskim, wystąpiły niespodzianie wojska sowieckie, powodując zupełnie zrozumiałą dezorganizację w jej szeregach. W planach obronnych polskiego dowództwa nie przewidywano przecież prowadzenia walk na dwa fronty. Stąd też zaskoczenie cofających się w kierunku na Wschód wojsk polskich było całkowicie zrozumiałe, tym bardziej, iż brak było rozkazów prowadzenia walk z wojskami hitlerowskimi, nie mówiąc nic o wojskach sowieckich.
A te parły zdecydowanie i skrycie, pospiesznie na Zachód, zajmując wschodnie tereny państwa polskiego. Te same, o które w latach 1918 – 1920 walczyły polskie armie. Już wtedy, zagrożona ekspansją bolszewicką odradzająca się Polska, skierowała swe armie na Wschód, docierając do Kijowa. Wyłaniający się jednak z niebytu państwowego kraj, nie mógł wygrać tamtej ofensywy. Gdy więc pokonane w Kijowie wojska polskie rozpoczęły wielki odwrót, bolszewicy uznali, iż nadszedł czas wielkiego marszu na Zachód. Leninowska idea eksportu rewolucji zaczęła się urzeczywistniać. W sierpniu 1920 r. wojska sowieckie stanęły pod Warszawą, której zdobycie miało być jednym ze zwycięstw na drodze do Berlina i dalej do Atlantyku. Tak się jednak nie stało. Wysiłkiem całego społeczeństwa polskiego, okupionym bohaterstwem i krwią żołnierza polskiego, marsz sowiecki został zatrzymany pod Warszawą. Tym samym idea utworzenia bolszewickich stanów zjednoczonych Europy została wówczas zniweczona, zaś bitwa pod Warszawą uznana jest za jedną z najważniejszych 18 bitew w dziejach świata.
W efekcie tych zmagań ukształtowały się granice polsko-sowieckie. W istocie jednak ów czas zrodził nienawiść i chęć osobistej zemsty Józefa Stalina w stosunku do Polaków. Władze bolszewickie obarczyły go bowiem odpowiedzialnością za klęskę ich wojsk pod Warszawą.
Stalin wiedział to i przez lata rozpamiętywał o tym wydarzeniu. Z obsesją pałał więc chęcią odwetu i zemsty. Rok 1939 przyniósł mu szansę realizacji swych zbrodniczych intencji. Wtedy to nadszedł czas, w którym wszechwładny dyktator Związku Sowieckiego wziął krwawy odwet na Polakach. 250 tys. żołnierzy polskich dostało się do sowieckiej niewoli. Dla wielu z nich była ona równoznaczna ze śmiercią. Tych, których Stalin obawiał się najbardziej: oficerów, duchownych, policjantów, arystokratów, spotkała śmierć. W kwietniu 1940 r. NKWD wymordowało ok. 30 tys. internowanych w obozach w Kozielsku, Ostaszkowie i Starobielsku, a dziesiątki tysięcy innych wywieziono do obozów w głębi kraju. W samym tylko w 1940 r. ich liczba wynosiła 330 tys.. Wielkie fale deportacji objęły kilkaset tysięcy ludzi, wyrzucanych nocami z domów, pędzonych na stacje kolejowe i wywożonych w wagonach bydlęcych daleko na Wschód (I. Valentine, Baza 43. Cichociemni, Warszawa 2005, s. 27 – 28.).
W dniu 5 marca 1940 r. Józef Stalin własnoręcznie podpisał rozkaz wymordowania polskich jeńców wojennych. Bezbronnych jeńców, bez stwarzania podejrzeń, wywożono małymi grupkami do lasu, gdzie funkcjonariusze NKWD bestialsko mordowali ich strzałem w tył głowy.
Do dzisiaj ta zbrodnia nie została osądzona. Bulwersujące jest, że Federacja Rosyjska nie chce uznać tej zbrodni ludobójstwa za zbrodnię stalinowską.
Po bez mała 70 latach od tej zbrodni, My Polacy, musimy podtrzymywać i kształtować świadomość narodową młodego pokolenia, budować patriotyzm, trwać w nadziei i dalej głośno wołać o sprawiedliwość dziejową. Ku przestrodze przyszłych pokoleń i narodów świata, by do kolejnej, podobnej zbrodni, nigdy nie doszło.
O ludobójstwie nie możemy nigdy zapomnieć. Zbrodnia bowiem zawsze pozostanie zbrodnią, niezależnie od tego, czy jest to zbrodnia hitlerowska, stalinowska, czy jakkolwiek inna. W cywilizowanym świecie, w jakim żyjemy, Zło i Imperia Zła muszą być potępione, a zbrodniarze, osądzeni zgodnie z zasadami prawa międzynarodowego.
Tak się złożyło, iż, jak na ironię, 13 lat później, 5 marca 1953 r., w niewyjaśnionych okolicznościach, zmarł również sam kat i oprawca narodów, J. Stalin.
W tym miejscu przypomnę najistotniejsze fragmenty obszernych Wspomnień Polaka, który walczył u boku swych żołnierzy, w randze… generała w Polsce Niepodległej i przeżył gehennę w więzieniach sowieckich. (Szerzej zob.: T. Kryska – Karski, S. Żurakowski, Generałowie Polski Niepodległej, Londyn 1976, s. 2.) Przytaczam je po to, by uzmysłowić codzienny niepokój jeńców polskich w obozach hitlerowskich o swe własne życie, jeńców, będących pod nieustanną presją psychiczną widma swej śmierci.


Jako prymus Akademii Wojskowej w Petersburgu w 1917 r., otrzymał dyplom jej ukończenia z rąk ostatniego cara Rosji Mikołaja II Romanowa, zamordowanego jeszcze, tego samego roku, przez bolszewików:

„…1 września 1939. Jestem w Lidzbarku nad granicą Prus Wschodnich jako dowódca Nowogródzkiej Brygady Kawalerii, złożonej z czterech pułków, wzmocnionej artylerią, baonem piechoty, lekkimi samochodami pancernymi i innymi drobnymi oddziałami.
…Wchodzę ze swoją brygadą w skład armii „Modlin” gen. Emila Krukowicza - Przedrzymirskiego. 20. Dywizja Piechoty należąca do tej grupy, zajmuje pozycje pod Mławą. 8. Dywizja Piechoty jest w odwodzie na południe od niej. Na lewo ode mnie znajduje się Armia „Pomorze” gen. Władysława Bortnowskiego. Byłem u niego już poprzednio w Toruniu, żeby omówić współdziałanie.
… Nadchodzą wiadomości, że Niemcy napierają na całym froncie. …Zarządzam marsz w nocy z 17 na 18 września w ogólnym kierunku na Rejowiec. …

NÓŻ W PLECY – ROSJA

… Nastawiam radio i dowiadujemy się, że wojska sowieckie przekroczyły granicę Polski i posuwają się na zachód. Widzę oczy wszystkich wlepione we mnie. Znikąd żadnych rozkazów, żadnych instrukcji. Co robić ?
… Otrzymujemy wiadomość, że Lwów – zawsze bohaterski – broni się i że Niemcy nie mogą go zdobyć. Wojska sowieckie posuwają się coraz bardziej w głąb Polski.
Nie mamy chwili do stracenia. Trzeba bez zwłoki przebijać się na południe. Jak na złość od początku wojny ani kropli deszczu. Piękna, słoneczna pogoda. Suche lato. Niski poziom wody w rzekach. Czołgi niemieckie nie napotykają żadnych przeszkód. Doskonała widoczność dla lotnictwa niemieckiego. Lotnictwo polskie już prawie nie istnieje.
Jesteśmy więcej niż zmęczeni. Od 1 września bez przerwy nocne marsze, a dniem bitwy. Nie zawsze natrafiamy na lasy, gdzie można się ukryć. Oficerowie cały czas jeżdżą wśród kolumn i budzą śpiących żołnierzy. Prawie niemożliwe jest zsiadanie z koni, gdyż żołnierz natychmiast zasypia i nie można się go dobudzić. Wreszcie ogólna ulga: zaczyna się chmurzyć i wszyscy z radością odczuwają pierwsze krople deszczu. Pada coraz silniej. Przynajmniej częściowo zabezpieczeni jesteśmy od lotnictwa.
Ciągłe potyczki z tylnymi oddziałami niemieckimi. Nabieram wrażenia, że Niemcy jakby wycofywali się na zachód. Tak maszerujemy dzień za dniem, noc za nocą.
Szosa Narol – Lubaczów zajęta przez silne oddziały niemieckie. 24 września dość silna walka koło Płazowa. Musimy doczekać nocy, żeby się przebić. Idziemy w dwóch kolumnach. … Jeszcze koło Suchowoli dołączył do nas por. Antoni Budzyński z 1. Pułku Strzelców Konnych, ze sztandarem pułku. Opowiedział dzieje poddania się grupy gen. Tadeusza Piskora (Gen. dyw. Tadeusz Piskor, dowódca Armii „Lublin”, trafił do niewoli niemieckiej, lecz przez cały jej okres był wobec Niemców nieprzejednany. W dniu 5 października 1939 r. przywieziony został z pierwszą grupą 800 polskich oficerów – jeńców ze zgrupowania Armii „Lublin” i Armii „Kraków” do obozu jenieckiego - Oflagu VII A Murnau. Stojąc na ich czele nie podał ręki witającemu ich generałowi niemieckiemu. Wyciągnięta na powitanie ręka Niemca zawisła w powietrzu… Wkrótce potem, w dniu 11 listopada, w rocznicę odrodzenia Polski, gen. Piskor wygłosił na apelu przemówienie patriotyczne kończąc okrzykiem: „Niech żyje wolna, niepodległa Polska”. Został za to niebawem aresztowany i osadzony w karnym obozie oficerskim – Oflagu VIII B Silberberg, a następnie w Oflagu IV C Colditz, gdzie przebywał do maja 1942 r.. Następnie odtransportowano go do obozu karnego Oflag X C Lübeck, a w sierpniu 1944 r. do Oflagu VI B Dössel, gdzie dotrwał do końca niewoli..: J. Pollack, Jeńcy polscy w hitlerowskiej niewoli, Warszawa 1986, s. 26 – 30.: D. Kisielewicz, Oficerowie polscy w niewoli niemieckiej w czasie drugiej wojny światowej, Opole 1998, s. 63 – 64.: T. Kryska – Karski, S. Żurakowski, op. cit., s. 32.: Podobnie nieprzejednaną postawę prezentował obrońca Helu, admirał Józef Unrug, doskonale znający język niemiecki. Jednak jako mąż zaufania polskich jeńców wojennych prowadził rozmowy z Niemcami tylko przy pomocy tłumacza, gdyż – jak to sam określił – „1 września 1939 r. zapomniał mówić po niemiecku”.: J. Pollack, op. cit., s. 29.: J. Unrug był oficerem niemieckiej marynarki wojennej lat 1919 – 1920.: T. Kryska – Karski, S. Żurakowski, op. cit., s. 43.), w tym Brygady Motorowej płk. Stefana Roweckiego, późniejszego gen. „Grota”, dowódcy Armii Krajowej. W lasach zamojskich natknęliśmy się na miejsce, gdzie poddała się 6. Dywizja Piechoty gen. Bernarda Monda, który już przedtem namawiał nas przez swych wysłanników do pójścia w jego ślady. Wydaje się, że obie grupy poddały się nieco przedwcześnie. Gdyby dotrwali do naszego przyjścia! (W takim przypadku losy obu generałów byłyby zupełnie inne i obaj uniknęliby niewoli jenieckiej.).
Postanawiam dalszy marsz w kierunku na Jaworów – Sambor. Zmęczenie straszliwe. Konie ledwo idą. Spodziewam się spotkania z Niemcami na szosie Jaworów - Jarosław. Decyduję się na marsz równoległy dwóch kolumn, celem wywalczenia przejścia na południe. Maszeruję z prawą kolumną. Wschodnią dowodzi płk Grobicki. Raptem kolumna staje. Posuwam się do czoła. Szperacze meldują, że widzą Niemców okopanych pod wsią Broszki na szosie Jaworów - Krakowiec. 26 września. Zaczyna świtać.
Pada pojedynczy strzał niemiecki. Zaraz rozpocznie się ogień karabinów maszynowych. Nie ma gdzie zboczyć. Puszczam do szarży obydwa czołowe pułki, 26. i 27. ułanów. Niemcy są całkowicie zaskoczeni, częściowo wyrąbani, duża część batalionu wzięta do niewoli. Dowództwo niemieckie 28. Dywizji Piechoty przysyła parlamentariuszy z propozycją poddania się twierdząc, że nie może być mowy o przejściu dalej, gdyż cały kraj jest zajęty przez wojsko niemieckie i posuwające się na zachód wojsko sowieckie. Wreszcie proponują za oddanie jeńców nieatakowanie nas z własnej inicjatywy. Oddaję jeńców, bo cóż mam z nimi robić, tym bardziej, że nieprzyjaciel broni się uporczywie w następnej wsi Morańce. Mam dość poważne straty.
Decyduję się na dalszy marsz. Wiem już, że boczna kolumna płk. Grobickiego, która szła na Rogóżno, musiała stoczyć walkę, ale oddziały jej posuwają się także na południe. Zmierzamy do rejonu miejscowości Dernaki, wyznaczonego na koncentrację obydwu kolumn.
Niestety, Dernaki zajęli bolszewicy. Jest już dobrze po południu 26 września. Pada lekki deszcz. Płk Grobicki wpadł w zasadzkę, ranny dostał się do niewoli. Płk Konstanty Drucki – Lubecki ciężko ranny. Oddziały czołowe, spotkawszy się z ogniem karabinów maszynowych i armat, rozpoczynają walkę. Decyduję się na natychmiastowy dalszy marsz, starając się przejść między wojskiem sowieckim a niemieckim. Po drodze ciągłe walki z oddziałami sowieckimi. Świt 27 września. …
Natykamy się na poważne siły sowieckie. Próbuję się z nimi dogadać, żeby bez walki przepuszczono nas na południe z celem przejścia do Węgier. W tym celu wysyłam jednego z najlepszych moich oficerów, rtm. Stanisława Kuczyńskiego, do dowództwa sowieckiego. Niestety, na próżno. Został doszczętnie obrabowany i ledwie uszedł z życiem. Prawie jednocześnie bolszewicy rozpoczęli z góry już przygotowany ogień artylerii. Zagrały liczne karabiny maszynowe. Pokazują się pierwsze czołgi. Wywiązuje się walka. 9. Dywizjon Artylerii Konnej, który był wzorem walk artylerii w najtrudniejszych warunkach boju, niezmiernie celnie wspierał wszystkie działania. Przy pomocy armatek przeciwpancernych zniszczył sporo nacierających na nas czołgów sowieckich. Niestety, widać nawet gołym okiem masy sowieckiego wojska różnych rodzajów broni, które przecinają nam dalszy marsz. 25. Pułk Ułanów wykrwawia się, osłaniając nasze skrzydło.
… Od tyłu coraz silniej nacierają oddziały sowieckie. Walka trwa. Artyleria wystrzeliła ostatni pocisk. Kończy się amunicja małokalibrowa. Brak zupełnie środków opatrunkowych. Konie od dawna nie karmione i nie pojone. Nie przebijemy się.
Nie ma innej rady, trzeba się podzielić na mniejsze grupy i starać się, korzystając z nocy i lasów, przedostać na Węgry. Mało szans i na to. Widzimy jasno, że bolszewicy przedtem jeszcze przygotowali sobie grunt. Potworzyli bandy uzbrojone, niebezpiecznie było wysyłać małe patrole.
Rozkazy moje przyjęli wszyscy dowódcy. …
Razem z kilkunastoma oficerami i szeregowymi udało nam się przejść między oddziałami sowieckimi, w niektórych miejscach o 100 m od biwakujących żołnierzy. Dopiero wtedy zdałem sobie sprawę, jaka masa wojsk sowieckich znajdowała się na tym terenie. Wszystkie wsie, nawet chutory (osady kozackie – N. M), zalało wojsko bolszewickie. … Wkrótce zaobserwowaliśmy, że ze wszystkich stron nadciągają oddziały sowieckie. Musieli być uprzedzeni i specjalnie nastawieni na wyłapywanie oddziałów polskich. Wobec gęstego lasu i bagien nie do przebycia dla koni, porzuciliśmy je, a sami ukrywaliśmy się w wertepach leśnych. Łańcuchy żołnierzy sowieckich przeszły koło nas zaledwie o kilka kroków. Musiałem pilnować, ażeby ktoś w podnieceniu nie wystrzelił.
O zmierzchu ruszyliśmy na południe. Gdyśmy omijali wieś Zastawkę, zostaliśmy w ciemności zaatakowani przez bandę, widocznie mieszaną, żołnierzy rosyjskich i partyzantów ukraińskich. Rozpoczęła się strzelanina, a nawet walka wręcz. Jak wspaniała była w tej chwili ta garstka Polaków !
Zostałem ranny, raz, a następnie drugi. Czułem, że mam nadwyrężony krzyż. Bardzo silnie krwawiła rana w biodrze. Nie chcąc utrudniać dalszego marszu kolegom prosiłem ich, by zostawili mnie na miejscu.
Byłem zdecydowany nie oddać się żywym w ręce napastników. Ale moi towarzysze broni nie chcieli o tym słyszeć. Z większym trudem i poświęceniem właściwie prawie nieśli mnie na rękach. Dostałem krwotoku raz, potem drugi. Dałem kategoryczny rozkaz, żeby szli na Węgry. Żegnałem tych świetnych żołnierzy.
29 września rano postanowiłem dowlec się do najbliższej wsi, Jasionki Stasiowej. Pójdę na los szczęścia. Pozostali ze mną, mimo moich namów, rtm. Kuczyński i ułan Tomczyk. Gdyśmy doszli do wsi, jeden z mieszkańców natychmiast zawiadomił milicję, a następnie oddziały sowieckie, które wszędzie kwaterowały. Zawieziono nas pod eskortą samochodów pancernych przez Turkę do Starego Sambora, do dowództwa Czerwonej Armii.
Stwierdziliśmy po drodze, że wsie są pełne wojska sowieckiego wszystkich rodzajów broni. W wielu miejscach, szczególnie koło Turki, widać było setki ludzi budujących fortyfikacje polowe. Zdziwiło mnie, że były one skierowane frontem na północ, podobnie jak około 20 dział ciężkiej artylerii, które zauważyłem. Na moje zapytanie major sowiecki bez ogródek odpowiedział, że już od blisko tygodnia są w tym terenie i że mają rozbić i ewentualnie wyłapać wszystkie oddziały polskie przedostające się z północy na południe. Bolszewicy nie chcieli dopuścić do tworzenia wojska polskiego za granicą i byli wtedy, po dokonaniu nowego rozbioru Polski, szczerymi sprzymierzeńcami Niemiec.
Spotkałem się zresztą wtedy po raz pierwszy z charakterystycznym zdaniem:
- My i Niemcy jesteśmy obecnie prawdziwymi przyjaciółmi i razem pójdziemy przeciwko kapitalizmowi światowemu. Polska wysługiwała się Anglii i dlatego musiała zginąć. Polski już nigdy nie będzie. Niemcy dokładnie zawiadamiają nas o ruchach wszystkich oddziałów polskich, które kierują się na Węgry lub do Rumunii.
Stwierdziłem ogromną ilość czołgów, samochodów pancernych oraz artylerii. Wprawdzie większość żołnierzy była źle wyekwipowana, konie chude, zabiedzone, pojazdy motorowe i rynsztunek nie doczyszczone, ale wojsko w całości przedstawiało się o wiele lepiej, aniżeli w roku 1920. Istniała dyscyplina i posłuch dla dowódców. Pierwszy raz zetknąłem się wtedy z oficerami w niebiesko - czerwonych czapkach. Wyjaśniono mi, że są to oficerowie NKWD. Od razu można było zauważyć, że we wszystkich budzą strach. …” (W. Anders, Bez ostatniego rozdziału. Wspomnienia z lat 1939 – 1946,Lublin 1995, s. 16 – 37.).

Tak w 1948 r. na emigracji napisał w swych Wspomnieniach gen. broni Władysław Anders (Władysław Anders, jako prymus Akademii Wojennej w Petersburgu, swój dyplom odbierał z rąk samego Mikołaja II – ostatniego cara Rosji. Po wybuchu rewolucji bolszewickiej i odrodzeniu się Polski W. Anders brał udział w wojnie polsko-sowieckiej 1919 – 1921. Podczas przewrotu majowego marszałka Piłsudskiego w maju 1926 r., uznany przez Prezydenta RP Stanisława Wojciechowskiego za najbardziej inteligentnego i zrównoważonego oficera w Belwederze Anders, dowodził oddziałami wiernymi rządowi. Był wówczas pułkownikiem występującym przeciw Piłsudskiemu. Zdolności i oddanie służbie wojskowej płk Andersa były powszechnie znane, a mimo to przez 4 kolejne lata nie awansował. Anders mógł mówić o wielkim szczęściu. W 1930 r. spotkał go na przyjęciu dyplomatycznym marszałek Piłsudski i wyraźnie zaskoczony spytał: „Och, wciąż jest pan pułkownikiem, Anders? „Oczywiście, panie marszałku” – odpowiedział. Marszałek odszedł nic nie mówiąc, ale przy najbliższej nadarzającej się okazji Anders otrzymał awans na generała brygady. W maju 1937 r. został mianowany dowódcą Nowogródzkiej Brygady Kawalerii. Od 12 września 1939 r. dowodził Grupą Operacyjną Kawalerii, po której rozwiązaniu w dniu 28 września, siedmiokrotnie ranny i kontuzjowany dostał się do niewoli sowieckiej. Nie przyjął propozycji wstąpienia do Armii Sowieckiej w stopniu dowódcy armii. Przez 2 lata przebywał w tamtejszych więzieniach, w tym w osławionej Łubiance w Moskwie. Po zawarciu układu polsko-sowieckiego w 1941 r., w dniu 4 sierpnia opuścił o kulach więzienie, stając na czele tworzonej Armii Polskiej w Związku Sowieckim. W 1942 r. – za zgodą Stalina - rozpoczął ewakuację Armii Polskiej na Bliski Wschód. Rok później powstał z niej 2 Korpus Polski, na którego czele gen. dyw. W. Anders wyruszył do Włoch. Kampania włoska gen. Andersa i jego Korpusu trwała do wiosny 1945, a jej centralnym punktem stała się bitwa i zdobycie w dniu 18 maja 1944 r. Monte Cassino. W dniu 8 listopada 1946 r. gen. Anders mianowany został przez Prezydenta RP Naczelnym Wodzem i Generalnym Inspektorem Sił Zbrojnych. Kierował demobilizacją Polskich Sił Zbrojnych. Był najwyższym autorytetem dla Polaków na uchodźctwie, zaś w kraju odebrano mu obywatelstwo polskie, zakazując wymieniania jego nazwiska.: Ibidem, s. 459 – 460.: Zob. też R. M. Watt, Gorzka chwała. Polska i jej los 1918 – 1939, Warszawa 2005, s. 208 – 217.).
Konkludował je proroczo:

„… Kończąc tę książkę kreślę jej tytuł: Bez ostatniego rozdziału…
Nie tylko dlatego, że dla nas, Polaków, bieg zdarzeń rozpoczęty uderzeniem Niemiec na Polskę 1 września 1939 roku i wybuchem wojny światowej, nagle w r. 1945 przerwał się. Dla innych sprzymierzonych wojna kończyła się wówczas zwycięstwem. Dla Polski nie.
Żyjemy teraz oczekiwaniem ostatniego rozdziału tej wielkiej przygody dziejowej.
Czekamy i … wierzymy.
… Powiedziałem, że kreślę ostatnie słowa tej książki, lecz właściwie powinienem powiedzieć: przedostatnie.
Przełom polityczny na świecie zmierza do rozstrzygnięcia, a nadchodzące zdarzenia napiszą także ostatni rozdział tej książki” (W. Anders, op. cit., s. 455.).

Gen. W. Anders zmarł 12 maja 1970 r., w 26 rocznicę rozpoczęcia bitwy o Monte Cassino, i zgodnie ze swą ostatnią wolą został pochowany obok swych żołnierzy na cmentarzu Monte Cassino.
Nie dane było Generałowi, wielkiemu czcicielowi kultu Matki Boskiej, doczekać kontynuacji stron Jego książki.
Do niej jednak, poprzez innego wielkiego czciciela kultu Matki Boskiej, historia zdołała już dopisać Ostatni rozdział. Na pewno jest nim zawołanie Jana Pawła II – Syna Polskiej Ziemi, a zarazem Papieża, który wraz z nami, w Naszej Ojczyźnie wołał:
Niech zstąpi Duch Twój, Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze Ziemi. Tej Ziemi.
Jakże wzniosłe okazały się dwa, niezmiernie ważne i ujmujące opisy Zawierzenia Matce Boskiej. Pochodzą one ze Wspomnień gen. Władysława Andersa, które wówczas, miały bardzo wielki wpływ na morale więźniów w Związku Sowieckim, jak i jeńców wojennych w obozach hitlerowskich.
Pierwszy pochodzi z okresu pobytu w więzieniu na moskiewskiej Łubiance z 29 lutego 1940 r. (Ibidem, s. 49.):

" MEDALIK Z MATKĄ BOSKĄ."

Każą mi wysiadać na dziedzińcu. Wyraźnie dziedziniec więzienny. Prowadzą po zakamarkach. Kilkakrotne rewizje. Przy pierwszej rewizji zabierają wszystkie rzeczy wraz z walizką. Zostawiają tylko koc, mydło, szczotkę do zębów i kubek. Ubranie, buty – wszystko pocięte i poprute. W pewnej chwili znajdują medalik z Matką Boską. Zbierają się w kilkunastu nad medalikiem. Śmiech grubiański: - No zobaczymy, czy ci ta k… pomoże w sowieckim więzieniu. Medalik rzucony na ziemię i zdeptany nogą. Do dziś dnia nie mogę się otrząsnąć z wrażenia. Później w więzieniu często śnił mi się ten medalik. Ciągle widziałem twarzyczkę Matki Częstochowskiej, najczęściej podobną do św. Teresy. Czułem Jej ciągłą opiekę nad sobą. Im więcej słyszałem koło siebie śmiechu bezbożników, tym głębiej utrwalała się wiara w Boga. Dodawała mi siły do zwalczania słabości ludzkich w tych ciężkich dla mnie chwilach…”.

Drugi epizod Wspomnień, brzmi już, w jakże w innym tonie. Promieniuje nadzieją i podzięką. Jest bowiem głosem człowieka wolnego … dowódcy Polskich Sił Zbrojnych tworzonych na terenie Związku Sowieckiego (Ibidem, s. 89 – 90.):

„22 sierpnia 1941 r. mogłem wydać pierwszy rozkaz do wojska, w którym stwierdziłem, że na mocy umów zawartych między rządem Rzeczypospolitej a rządem ZSSR powstają suwerenne Polskie Siły Zbrojne na terenie ZSSR, pod moim dowództwem i wezwałem obywateli polskich, by spełniali swój obowiązek i wstępowali pod sztandary Orła Białego. Udało mi się uzyskać zgodę władz sowieckich na opiekę duszpasterską, co stanowiło niesłychany wyłom w życiu i strukturze sowieckiej… Rysem znamiennym była wzmożona religijność wszystkich ludzi, bez względu na to skąd przychodzili. Nie dziwiłem się temu, gdyż odczułem to samo. Wiara w Opatrzność Boską, która sprawiła tak wielki cud dla nas wszystkich, zdawałoby się skazanych na powolną i straszną śmierć, była wraz z ukochaniem swego narodu i kraju naszą największą siłą duchową. Pamiętam pierwszą Mszę św. w Moskwie w kaplicy francuskiej. Jestem człowiekiem twardym, a jednak coś chwytało mnie za gardło i łzy napływały mi do oczu. Nie wstydziłem się tego, a razem ze mną płakali starzy żołnierze, którzy niejednokrotnie patrzyli śmierci w oczy. Przypomniałem sobie wtedy kpiny enkawudystów, kiedy deptali znaleziony u mnie medalik z Matką Boską …”.


Hitlerowska Rzesza przed wybuchem drugiej wojny światowej rozpoczęła już działania mające na celu unicestwienie narodów podbitych. Opracowany został system obozów jenieckich z myślą wykorzystania jeńców do pracy na rzecz Rzeszy jako uzupełnienia własnej siły roboczej i tym samym złagodzenia deficytu roboczego.
W styczniu 1940 r. prowadzono pertraktacje między czynnikami wojskowymi – Naczelnego Dowództwa Sił Zbrojnych ? Oberkommando der Wehrmacht (OKW) i gospodarki wojennej Rzeszy (Generalbevollmächtige für die Kriegswirtschaft) dotyczące lokalizacji obozów oraz form zatrudniania jeńców w gospodarce niemieckiej okresu wojny.
Obozy jenieckie na terenach przyfrontowych podlegały Dowództwu Wojsk Lądowych – Oberkommando des Heeres (OKH), zaś na terenie Rzeszy, Generalnego Gubernatorstwa i innych obszarach okupowanych, OKW. Do Ogólnego Urzędu Wehrmachtu OKW ? Allgemeines Wehrmachtsamt (AWA) należał Wydział ds. Jeńców Wojennych – Abteilung Kriegsgefangenenwesen. Kwestie związane z jeńcami wojennymi podlegały jednemu z departamentów AWA zwanemu III Amtsgruppe. Szefem AWA w okresie wojny był gen. Herman Reinecke (Wyrokiem amerykańskiego trybunału wojskowego w procesie OKW zakończonym w dniu 28 października 1948 r., gen. Herman Reinecke został skazany na karę dożywotniego wiezienia za zbrodnie popełnione na jeńcach wojennych.: A. Zientarski, Obozy hitlerowskie na Pomorzu Zachodnim w okresie 1939 – 1940, „Biuletyn Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce”, T. 31, 1982, s. 23.).
Wydział ds. Jeńców Wojennych składał się z departamentu ogólnego i organizacyjnego, które zajmowały się sprawami kontaktów z rządami sprawującymi opiekę nad jeńcami poszczególnych narodowości, Ministerstwem Spraw Zagranicznych, Międzynarodowym Czerwonym Krzyżem, sprawami bytowymi i zakwaterowania, pocztą, urlopami, korespondencją, zwolnieniami i wymianą jeńców. Departament organizacyjny prowadził natomiast statystykę i nadzór, sprawy osobowe dowódców jeńców wojennych w okręgach wojskowych oraz sprawował pieczę nad komendantami obozów i ich zastępcami, transportem i przydziałem pracy jeńcom (Szerzej na ten temat zob.: Sz. Datner, Zbrodnie Wehrmachtu na jeńcach wojennych armii regularnych w drugiej wojnie światowej, Warszawa 1961, s. 29 – 42.).
Niższy aparat wykonawczy Wydziału ds. Jeńców Wojennych, zainstalowany przy dowództwach Okręgów Wojskowych (Wehrkreiskommando), stanowili wyżsi oficerowie, najczęściej w stopniu generała, którym podlegały sprawy jeńców na obszarze okręgu. W okresie wojny tereny Rzeszy były podzielone na 21 Okręgów Wojskowych (Wehrkreis).
Podstawowy szczebel w systemie jenieckim stanowiły Stalagi (Mannschaftstammlager) dla szeregowych i podoficerów oraz Oflagi (Offizierslager) dla chorążych i oficerów. Na czele obozów stali komendanci zwykle w stopniu generała lub pułkownika.
Obozy miały trzy oddziały: ogólny, kontrwywiadu i nadzoru. Do zadań pierwszego z nich należały sprawy ewidencji i zaopatrzenia, drugiego, zwalczanie ucieczek jeńców, likwidacja ruchu oporu, cenzura, paczki i listy oraz budowa i rozśrodkowywanie pomiędzy jeńcami sieci konfidentów. Oddziały nadzoru stanowili natomiast specjalnie dobierani pod kątem zapatrywań politycznych żołnierze starszych roczników, wchodzący w skład batalionów strzelców krajowych (Landesschutz) (T. Gasztold, Życie kulturalne w obozach polskich jeńców wojennych na Pomorzu Zachodnim w latach 1939 – 1945, Koszalin 1977, s. 17 – 18.: D. Kisielewicz, op. cit., s.28 – 30.).
Dla rozróżnienia tej mnogości obozów jenieckich Niemcy wprowadzili specjalną nomenklaturę. Na jej podstawie obozy jenieckie oznaczono liczbami rzymskimi zgodnymi z numerami okręgów wojskowych, na terytorium których się znajdowały oraz kolejnymi dużymi literami alfabetu wraz z nazwami miejscowości.
Takim to sposobem rozszyfrowanie nazwy ? Stalag II B Hammerstein - stało się nadzwyczaj proste: rzymska II oznaczała, iż obóz znajdował się na terenie II Okręgu Wojskowego w Szczecinie, litera „B” oznaczała kolejny w tym okręgu numer obozu i „Hammerstein” nazwę miejscowości (Zob. na ten temat: Sz. Datner, op. cit., s. 34.: T. Gasztold, Życie kulturalne…, s. 18.: D. Kisielewicz, op. cit., s. 31.).
Na terenie szczecińskiego Okręgu Wojskowego Wehrmachtu w latach drugiej wojny światowej istniały następujące obozy jenieckie dla żołnierzy i oficerów (Sz. Datner, op. cit., s. 34 – 35.: Zob. też szerzej na ten temat: A. Zientarski, Obozy hitlerowskie…, s. 23.: G. Fijałkowski, Obozy jenieckie na Ziemi Koszalińskiej (1939 – 1945), W: Zbrodnie hitlerowskie na Ziemi Koszalińskiej w latach 1933 – 1945, pr. zb. pod red. A. Czechowicza, Koszalin 1968, s. 85 – 86.: G. Bojar – Fijałkowski, Losy jeńców wojennych na Pomorzu Zachodnim i w Meklemburgii 1939 – 1945, Warszawa 1979, s. 95 – 96 i 134.):
Stalag II A Neubrandenburg,
Stalag II B Hammerstein (Czarne),
Stalag II C Woldenberg, przeniesiony 20 maja 1940 r. do Greifswald,
Stalag II D Stargard in Pommern (Stargard Szczeciński),
Stalag II E Gross Born do dnia 1 czerwca 1940 r., następnie 7 listopada 1941 r. zorganizowany ponownie w Schwerin,
Stalag II F Hammerstein od 1 września 1941 r. do 1 kwietnia 1942 r. przemianowany następnie na Stalag II B – Lager Ost.
Stalag II G Rederitz (Nadarzyce) powstał w grudniu 1941 r., a po 1 kwietnia 1942 r. przemianowany został na Stalag 302/G Rederitz. Istniał do 1 września 1943 r.
Stalag II H Barkenbrügge istniał od 1 września 1941 r. do 1 kwietnia 1942 r., a następnie przez okres od 1 wrzesnia 1944 r. do 1 pażdziernika 1944 r. jako Stalag 351.
Oflag II A Prenzlau,
Oflag II B Arnswalde (Choszczno),
Oflag II C Woldenberg (Dobiegniew),
Oflag II D Gross Born (Borne), Rederitz (Nadarzyce), Westfalenhof (Kłomino),
Oflag II E Neubrandenburg,
Oflag 67 Neubrandenburg.
Warunki dla tworzenia na terenie Pomorza Zachodniego wszelkiego rodzaju obozów były wręcz znakomite. Te leśne i słabo zaludnione tereny umożliwiały ich ścisłą izolację. Poza tym były niedostępne dla ludności cywilnej.
Już w okresie pierwszej wojny światowej (1914 – 1918) na wydzielonej części poligonu Hammerstein Niemcy zorganizowali obóz rosyjskich jeńców wojennych wziętych do niewoli w Prusach Wschodnich.

Po jej zakończeniu, na podstawie porozumień międzynarodowych, na cmentarzu jenieckim postawiono pomnik. Istnieje on tam do dzisiaj i jest poświęcony pamięci zmarłych tam jeńców rosyjskich.

W budynkach byłego obozu zakwaterowano żołnierzy niemieckich wycofywanych z frontu wschodniego. Po ustaleniu granicy polsko-niemieckiej, która przetrwała do 1939 r., Hammerstein był obozem przejściowym dla Niemców opuszczających Polskę. W końcu lat dwudziestych w barakach przebywali uchodźcy ze Związku Sowieckiego, skąd następnie emigrowali do USA i Kanady.
Na terenie poligonu Hammerstein utworzono jeden z pierwszych obozów koncentracyjnych (Konzentrationslager Hammerstein) przeznaczony dla niemieckich komunistów i przeciwników narodowych socjalistów. Zamysł jego organizacji poruszony został, na polecenie Ministra Spraw Wewnętrznych, w początkach kwietnia 1933 r., w korespondencji naczelnego prezydenta Marchii Granicznej Poznań – Prusy Zachodnie i Pruskiego Ministerstwa Finansów, właściciela terenów poligonu. W piśmie z dnia 7 kwietnia naczelny prezydent przedstawił szczegółowo możliwość przekształcenia terenu poligonu w obóz koncentracyjny. W południowej w części poligonu znajdowały się baraki, z których dwa można było bardzo szybko adaptować na cele obozu. Każdy z baraków mógł pomieścić po 100 więźniów. Wystarczyło wzmocnić drzwi, założyć kraty na okna i otoczyć teren wysokim na 2,5 m płotem z drutu kolczastego. Kolejne 3 baraki mogły pomieścić po 350 więźniów.
Już 11 kwietnia Pruskie Ministerstwo Finansów poleciło przekazanie poligonu Ministerstwu Spraw Wewnętrznych. Prace podjęto w gorączkowym pośpiechu już w końcu kwietnia, a termin przyjęcia pierwszych więźniów ustalono na dzień 28 czerwca 1933 r.. Tego dnia przywieziono 50, a w początkach lipca, dalszych 200 więźniów. Na czele obozu stanęła 40 osobowa załoga SS, która wobec więźniów wsławiła się bestialstwem i okrucieństwami. Ten fakt, wywołujący protesty prasy zagranicznej, w swej konsekwencji spowodował, iż w połowie sierpnia obóz w Hammerstein został zlikwidowany, a więźniów przeniesiono w inne miejsce. Pozostałe po obozie baraki tzw. Bütower Baracken nie przejął, jak podają niektórzy historycy, Wehrmacht (G. Bojar – Fijałkowski, A. Zientarski, Obóz jeniecki w Czarnem.. Stalag II B Hammerstein, Koszalin 1975, s. 8.: T. Gasztold, W. Zybajło, M. Zybajło, op. cit., s. 135.), lecz Krajowa Inspekcja Policji Północ w Szczecinie, wykorzystując go w charakterze placu ćwiczeń (Polizeiübungsplatz), a SA - Gruppe Pommern zlokalizowała tam swój ośrodek szkoleniowy SA – Sportschule. Przed agresją na Polskę w sierpniu 1939 r. teren ten stał się rejonem koncentracyjno - mobilizacyjnym oddziałów 4 Armii Wehrmachtu (A. Czarnik, Hitlerowski obóz koncentracyjny w Czarnem w 1933 r., W: Zbrodnie hitlerowskie na Ziemi Koszalińskiej w latach 1933 – 1945, pr. zb. pod red. A. Czechowicza, Koszalin 1968, s. 43 – 48.).
Już we wrześniu 1939 r. przystąpiono do tworzenia obozów jenieckich (Wyczerpującą bibliografię na ten temat podaje Z. Chmielewski, Baza źródłowa i stan badań nad obozami hitlerowskimi na Pomorzu Zachodnim w latach 1939 – 1945, W: Obozy hitlerowskie na Pomorzu Zachodnim i Gdańskim w latach drugiej wojny światowej, Materiały z konferencji naukowej pod red. L. Janiszewskiego, Szczecin 1989, s. 72 – 100.). Wziętych do niewoli żołnierzy, po ich rozbrojeniu i oddzieleniu oficerów, kierowano do jenieckich punktów zbornych (Kriegsgefangenensammelstelle) dywizji lub korpusu. W tym okresie nadzór nad jeńcami sprawowała żandarmeria polowa (Feldgendarmerie) lub bataliony wartownicze (Wachtbataillon). Z punktów zbornych przewożono ich do obozów przejściowych, Dulagów (Durchgangslager), gdzie odbywało się ich przejmowanie przez aparat Naczelnego Dowództwa Sił Zbrojnych (Oberkommando der Wehrmacht – OKW) z rąk Naczelnego Dowództwa Wojsk Lądowych (Oberkommando des Heeres – OKH). OKH sprawowało władzę nad jeńcami w strefie działań wojennych oraz na obszarze bezpośredniego zaplecza.
Początkowo obozy te nie nosiły jeszcze nazw Oflag i Stalag, gdyż były to obozy przejściowe, punkty rozdzielcze. Określano je jako obozy jeńców wojennych (Kriegsgefangenenlager) lub obozy przejściowe, Dulag (Durchgangslager). Znaczną część jeńców tych obozów stanowili w 1939 r., oprócz żołnierzy i oficerów, również jeńcy cywilni (B. Frankiewicz, Praca przymusowa na Pomorzu Zachodnim w latach drugiej wojny światowej, Poznań 1969, s. 107.). W obozach przejściowych dokonywano też ostatecznego rozdziału jeńców na dwie grupy: do pierwszej zaliczano oficerów, a do drugiej podoficerów, szeregowców i podchorążych. Oficerów kierowano do Oflagów, a pozostałych żołnierzy do Stalagów. Do Oflagów kierowano też część podoficerów, szeregowców i podchorążych w charakterze ordynansów, którzy w rzeczywistości wykonywali różne prace gospodarcze w Oflagach (J. Olesik, Oflag II C Woldenberg, Warszawa 1988, s. 21.).
Po klęsce Wrześniowej pierwszych polskich jeńców wojennych znajdujących się na terytorium podległym II Okręgowi Wojskowemu w Szczecinie, żołnierzy i osoby cywilne, umieszczono w obozie dla internowanych w Lipce (Linde) (Obóz ten został założony w powiecie złotowskim w odległości 8 km od granicy polsko-niemieckiej. W połowie sierpnia 1939 r. oddziały niemieckie 4 armii gen. G. v. Kluge zajęły pozycje wyjściowe do ataku na Polskę. Bezpośrednio po napaści na Polskę w dniu 1 września „Obóz dla internowanych w Lipce” (Internierungslager Linde) lub „Obóz przejściowy dla jeńców cywilnych” (Durchgangslager für Zivilgefangene in Linde) został utworzony na terenie miejscowego tartaku.: A. Zientarski, Obozy hitlerowskie…, s. 24 – 26.: Szerzej na temat tego obozu por.: G. Fijałkowski, Przejściowy obóz internowanych w Lipce, W: Zbrodnie hitlerowskie na Ziemi Koszalińskiej w latach 1933 – 1945, pr. zb. pod red. A. Czechowicza, Koszalin 1968, s. 72 – 79.) oraz w obozie przejściowym Dulag E Gross Born, Kłomino (Westfalenhof), położonego na południowym skraju poligonu Gross Born. Tam, w zachowanych barakach po robotnikach zatrudnionych przy budowie poligonu oraz w opustoszałych na czas działań wojennych stajniach i garażach koszar artyleryjskich urządzono obóz przejściowy. 9 listopada 1939 r. został on przemianowany na obóz macierzysty dla żołnierzy i podoficerów – Stalag II E Gross Born - Westfalenhof. W dniu 10 listopada 1939 r. znajdowało się tam ok. 6 tys. jeńców, 170 Żydów i 2300 cywili (A. Zientarski, Polityka represyjna Trzeciej Rzeszy wobec Polaków na Pomorzu Zachodnim, W: Obozy hitlerowskie…, s. 34.: tenże, Obozy hitlerowskie…, s. 29.: G. Bojar – Fijałkowski, Losy jeńców wojennych…, s. 83 – 85.). W grudniu 1939 r. przetrzymywano w nim 5378 jeńców, a 28 lutego 1940 r. 8525 jeńców i 407 cywili (B. Frankiewicz, Obozy hitlerowskie na Pomorzu Zachodnim 1939 – 1945, W: Obozy hitlerowskie…, s. 51.: A, Zientarski, Obozy hitlerowskie…, s. 29 -30.).
Charakterystykę tego obozu przedstawił w swych zapiskach wojennych, podoficer zawodowy w Kadrze Marynarki Wojennej Edward Jan Krutol (Zob. T. Kryska – Karski, Materiały do historii Wojska Polskiego, Londyn 1986, s. 23.). Trafił tam jako jeniec wojenny, obrońca Wybrzeża z Września 1939 r., któremu wskutek szczęśliwego zbiegu okoliczności podczas pobytu w przejściowych obozach jenieckich, udało się zmienić dane swej służby w polskiej Marynarce Wojennej na Marynarkę Handlową. Przebywał w obozie jenieckim w Stargardzie Szczecińskim, Dulag L Stargard, skąd został wywieziony, a w swych zapiskach pod datą 30 stycznia 1940 r. napisał:
”… Po upływie 3 – 4 godzin jazdy pociąg zatrzymał się o godzinie 16.30 na małej stacyjce w pustym polu. Wysiedliśmy. Jak zwykle przywitała nas hałaśliwymi wrzaskami nowa ochrona. Uformowanie w trójki i już w półmroku nadchodzącego wieczora poszliśmy w drogę, zresztą bardzo krótką. Wkrótce ukazała się przed nami ciemna zabudowa miasteczka z drewnianych baraków, weszliśmy przez szlaban i bramę z drutu kolczastego z wartownikiem – wartownia obok cały obóz jest „obwiedziony płotem…”, tym razem w podwójnej linii na wysokość dwóch metrów i z drutu kolczastego. Diabelnie nieprzyjemny widok! Jest to Stalag II E, inaczej słynny Gross Born (Westfalenhof)…” (E. J. Krutol, Wrzesień na Oksywiu, Warszawa 1984, s. 137.: Po opuszczeniu obozu w dniu 7 lutego 1940 r. Krutol walczył w szeregach Armii Krajowej. Był uczestnikiem Powstania Warszawskiego, podczas którego 15 IX 1944 r. został awansowany do stopnia ppor. mar.: Kadry morskie Rzeczypospolitej, T. II, Polska Marynarka Wojenna, cz. 1, Korpus oficerów 1918 – 1947, pod red. J. K. Rawickiego, Gdynia 1996, s. 562.: Jednym ze sponsorów cytowanego wydawnictwa jest kpt E. J. Krutol.).
Już w końcu września 1939 r. utworzono obóz jeniecki, w którym przetrzymywano 5 oficerów, 263 szeregowych i 2330 cywili. Na terenach poligonu, w pobliżu obozu jeńców polskich Oflag II D Gross Born, w 1940 r. zorganizowano nowy obóz oznaczony II N 302 Rederitz (Nadarzyce), Stalag II H Rederitz.

Najwcześniej powstałym macierzystym obozem dla szeregowych i podoficerów na terenie Pomorza Zachodniego był Stalag II B Hammerstein. Już w pierwszej połowie września 1939 r. obóz o oznaczeniu Stalag II B funkcjonował na terenie poligonu Gross Born równolegle z obozem przejściowym Dulag E Westfalenhof. Potwierdza to rozkaz organizacyjny OKW z dnia 14 września 1939 r. nakazujący przeniesienie Stalagu II B z poligonu Gross Born do Hammerstein. Okoliczność tę potwierdziły osoby, które jako jeńcy Stalagu II B zostały zarejestrowane w okresie swego przejściowego pobytu na terenie poligonu Gross Born przed skierowaniem do pracy w jenieckiej drużynie roboczej. Niektóre z nich do końca swej niewoli figurowały jako jeńcy Stalagu II B, mimo że nigdy nie były w obozie Hammerstein.
Stalag II B Hammerstein przewidziany był do stałego funkcjonowania, stąd był intensywnie rozbudowywany. Większość polskich jeńców wojennych spędziła zimę 1939 – 1940 r. pod namiotami ściągniętymi z Norymbergi, gdzie były one wykorzystywane w czasie zjazdów partii hitlerowskiej. Stopniowo jeńców przenoszono do budowanych baraków. Raport Gestapo z dnia 17 listopada 1939 r. podaje liczbę jeńców Stalagu II B na około 3 tys., lecz zmieniała się ona i miała tendencje wzrostową. W dniu 28 lutego 1940 r. przebywało w nim już 8631 jeńców. Był to duży obóz, składający się z części północnej i wschodniej (B. Frankiewicz, Obozy hitlerowskie…, s. 51 – 52.: A. Zientarski, Obozy hitlerowskie…, s. 31.: G. Bojar – Fijałkowski, Losy jeńców wojennych…, s. 142 – 143.).
W marcu 1940 r. trwała rozbudowa pomorskich obozów jenieckich, a zwłaszcza Gross Born, Hammerstein, Stargard i Neubrandenburg. Przygotowywano miejsca dla nowych jeńców, których spodziewano się z krajów Europy Zachodniej.
Większość polskich jeńców wojennych zatrudniona była już wówczas w drużynach roboczych we wsiach pomorskich w charakterze robotników przymusowych. Organizacyjnie drużyny podlegały obozom macierzystym, a tworzone były w każdej niemal wsi pomorskiej.
W 1940 r. na teren Stalagu II B skierowano jeńców francuskich, belgijskich, angielskich, holenderskich (T. Gasztold, Obozy jenieckie…, s. 71.), a rok później greckich i jugosłowiańskich. Osadzone tam też były francuskie wojska kolonialne. W tym okresie obozy jenieckie były już w pełni zorganizowane, poza Stalagiem II B Hammerstein, gdzie jeszcze w sierpniu 1940 r. jeńcy sami stawiali baraki.
W końcu maja 1940 r. ukończono też przebudowę Stalagu II C dla oficerów polskich w Dobiegniewie, który następnie przemianowano na Oflag II C Woldenberg. Do tego obozu zaczęto ściągać grupy polskich oficerów, tymczasowo przetrzymywanych w pomorskich Stalagach.
Następnie, począwszy od 1 czerwca 1940 r. utworzono obóz dla oficerów polskich w Gross Born, przemianowując Stalag II E na Oflag II D Gross Born. W tych obozach oficerowie polscy pozostawali do końca wojny.
Wszystkie obozy jenieckie przedstawiały się w zasadzie jednakowo. Posiadały podwójne ogrodzenie z drutów kolczastych, wieże strażnicze oraz punkty świetlne z reflektorami oświetlającymi cały teren obozu i gniazda karabinów maszynowych. Obozy były podzielone na bloki, liczące po kilkanaście baraków. W każdym z nich mieszkało przeciętnie po 120 osób. W pokojach były trzypiętrowe prycze, zajmowane przez 49 jeńców (B. Frankiewicz, Praca przymusowa…, s. 110 – 111. ).

Po wybuchu wojny niemiecko - sowieckiej w czerwcu 1941 r., przybywały na jego teren dziesiątki tysięcy jeńców sowieckich, dla których utworzono oddzielny obóz Lager Ost, pod początkową nazwą Stalag 315.
W ten sposób utworzono dwa odrębne obozy – Lager Nord i Lager Ost, zachowując dla nich jedną ogólną nazwę Stalag II B Hammerstein. W 1943 r., po kapitulacji Włoch, do obozu dla jeńców sowieckich dołączono również jeńców włoskich.
Po przystąpieniu do wojny Stanów Zjednoczonych do Stalagu II B Lager Nord kierowano żołnierzy amerykańskich. Pod koniec wojny w obozie przebywali głównie jeńcy francuscy i angielscy.
Wbrew Konwencji Genewskiej, jeńców polskich, francuskich, belgijskich, jugosłowiańskich, sowieckich i amerykańskich wysyłano do pracy w majątkach ziemskich i gospodarstwach rolnych rejencji pilskiej i koszalińskiej w grupach roboczych – Kriegsgefangenenarbeitskommandos – zwanych przez jeńców komandami. Nadzór nad nimi mieli żołnierze Wehrmachtu z jednostek służby terytorialnej {Landesschützenbataillions}.
Interesujące jest, że Stalag II B odwiedzał generał sowiecki Andriej A. Własow, który w 1942 r. dostał się do niewoli niemieckiej. U boku Wehrmachtu utworzył, działające na okupowanych ziemiach polskich, jednostki Rosyjskiej Armii Wyzwoleńczej (Russkaja oswoboditielnaja armia – ROA), do której werbował ochotników spośród sowieckich jeńców obozu (T. Gasztold, Obozy jenieckie…, s. 72.).
W hitlerowskim systemie obozów jenieckich, w każdym z nich, istniały obozowe izby chorych. Jednak ich rola ograniczała się do udzielania pomocy doraźnej, stąd też dysponowały one kilkoma łóżkami dla lżej chorych, nie wymagających wydatnej pomocy lekarskiej.
Jednak prowadzone w przeciągu drugiej wojny światowej kolejne kampanie wojenne powodowały, iż do obozów przybywały tysiące rannych i chorych jeńców, którzy potrzebowali opieki medycznej. Również przebywający w nich jeńcy potrzebowali opieki medycznej. Na skutek podpisanych porozumień międzynarodowych władze hitlerowskie zmuszone były do podjęcia starań o rozwiązanie tego problemu.
W tym celu powstała sieć szpitali jenieckich – Kriegsgefangenen Lazarett -instalowanych w pobliżu wielkich kompleksów obozowych. Na obszarze II Okręgu Wojskowego Wehrmachtu takie szpitale powstały w Neubrandenburg, Stargard in Pommern, Hammerstein i Rederitz. Ostatni przeznaczony był wyłącznie dla jeńców sowieckich.
Komendantem szpitala był niemiecki lekarz wojskowy, Stabsarzt. Mając do swej dyspozycji podoficerów służby sanitarnej Wehrmachtu, ograniczał się jedynie do funkcji kontrolnych i nadzorczych, a w razie konieczności do dostarczania medykamentów, sprzętu, narzędzi i aparatury medycznej.
Szpitale, podobnie jak cały obóz, były otoczone ogrodzeniem z drutu kolczastego, wokół którego stały wieżyczki strażnicze, wyposażone w karabiny maszynowe i reflektory.

Kriegsgefangenen Lazarett Hammerstein został zorganizowany przez polskich lekarzy, jeńców wojennych, z por. rez. dr. Edmundem Mroczkiewiczem, wybitnym chirurgiem i byłym dyrektorem Szpitala Powiatowego w Kartuzach, na czele. Personel szpitala składał się z jeńców polskich, dobieranych przez naczelnego lekarza szpitala dr. Mroczkiewicza, który, podobnie jak szpital, pozostał w nim do końca działań wojennych. Jego instrumentariuszem, w trakcie wojny, został Stanisław Gryniewicz.

Szpital mieścił się w kilku murowanych barakach, położonych w pobliżu cmentarza jeńców rosyjskich z okresu pierwszej wojny światowej, tuż za lasem, niedaleko Stalagu II B – Lager Nord, w którym przetrzymywani byli jeńcy francuscy. W każdym baraku znajdowało się około 80 łóżek parterowych, wyposażonych w pościel. W 1939 r. wyjątkowo wokół tego szpitala nie było drutów kolczastych, a dozór sprawowały patrole i posterunki naziemne Wehrmachtu (G. Bojar – Fijałkowski, Losy jeńców wojennych…, s. 189 – 196.).
Pierwszymi pacjentami szpitala byli ranni jeńcy polscy z Września 1939 r., a później natomiast chorzy jeńcy - oficerowie i żołnierze różnych armii europejskich, w tym również Afrykańczycy francuscy i belgijscy, oraz żołnierze armii Stanów Zjednoczonych. Szpital ten stał się centralnym szpitalem jenieckim dla obszaru szczecińskiego Okręgu Wojskowego. Był on też punktem kontaktowym ruchu oporu (T. Gasztold, Obozy jenieckie…, s. 71 – 72.: G. Bojar – Fijałkowski, A. Zientarski, op. cit., s. 8.).
Po zakończeniu kampanii francuskiej w 1940 r. nastąpiły znaczne zmiany. 4300 jeńców francuskich trafiło wówczas do niewoli niemieckiej i zostało przysłanych do Stalagu II E Gross Born - Westfalenhof.
W końcu 1940 r. w Komendzie Głównej Związku Walki Zbrojnej powstała koncepcja wykorzystania jeńców wojennych i robotników przymusowych pracujących na terenie Rzeszy do odtworzenia sił zbrojnych w kraju, w momencie załamania potęgi zbrojnej Rzeszy. W tym celu powołano w ZWZ Wydział Obozów Jenieckich o kryptonimie „IKO” (Szerzej na ten temat zob.: A. Sanojca, IKO, „Odra” nr 9 1970.: tenże, Łączność konspiracyjna Armii Krajowej z obozami jenieckimi, „Dzieje Najnowsze”, R. II, z. 1 1970, ss. 195 – 206.), którego zadaniem było nawiązanie i utrzymywanie łączności konspiracyjnej z oflagami – „kurnikami”, stalagami - „gołębnikami” oraz robotnikami przymusowymi – „mrowiskami”
( A. Jaracz, Generał Witold Dzierżykraj – Morawski 1895 – 1944, Koszalin 2002, s. 172.: K. Komorowski, Polska Armia Podziemna „Odra”, W: Pomorskie organizacje konspiracyjne (poza AK) 1939 – 1945, Toruń 1994, s. 200.).
Główny punkt kontaktowy pomorskiej organizacji podziemnej ”Bataliony Odra” znajdował się w szpitalu w Hammerstein, a jej dowódcą był por. dr Edmund Mroczkiewicz, naczelny lekarz szpitala, były dyrektor Szpitala Powiatowego w Kartuzach. Jego zastępcą był aspirant Janusz Szajbo.

W maju 1942 r. z rozkazu Komendy Głównej Armii Krajowej, kierownictwo „Odry” przejął płk dypl. Witold Dzierżykraj – Morawski, Starszy Obozu w Oflagu II D Gross Born. Z tą chwilą tam też przeniesiony został sztab organizacji (J. Pollack, op. cit., s. 68.). W trosce o bezpieczeństwo osób i organizacji w łączności posługiwano się kryptonimami Oflagów. Obóz oficerski Oflag II D Gross Born otrzymał kryptonim „Gracjan”.


W swej początkowej fazie „Odra” liczyła jedynie kilka plutonów (Sytuację początkowej fazy konspiracji „Odry” wśród robotników przymusowych opisał J. Nowak, jej współorganizator, przytaczając pewien interesujący epizod ze stycznia 1940 r., obrazujący ówczesną sytuację „… gdzieś w drugiej połowie miesiąca przyjechał do Biskupic ze Stalagu Hammerstein pewien oberfeldfebel w celu przeprowadzenia kontroli naszego arbeitskommando (grupy roboczej). Wieczorem wydał wachmanowi polecenie, bym następnego dnia pozostał na kwaterze, gdyż on musi ze mną porozmawiać i uzupełnić moją ewidencję. Kiedy wachman powiedział mi o tym, obleciał mnie strach. O co im chodzi ? A może się zorientowali, że jestem oficerem? Tej nocy nie mogłem zasnąć. Nadszedł ranek. Wszyscy poszli do pracy, ja czekałem. Wreszcie zjawił się zapowiedziany oberfeldfebel wraz z naszym wachmanem, któremu polecił po chwili iść do swych codziennych zajęć. Pozostaliśmy sami. Rzekomy inspektor Stalagu półgłosem przemówił do mnie po polsku i wylegitymował się połówką banknotu dwudziestomarkowego. Zdębiałem ! Poszedłem jednak z tą legitymacją między prycze i sprawdziłem jej autentyczność. Oberfeldfebel – autentyczny czy też przebrany, tego dotychczas nie wiem – wręczył mi małą paczuszkę, nakazując dobrze ją schować. Kiedy już sprawdziłem zawartość, poprosił o pokwitowanie. Stosownie do instrukcji, podanej mi w Gross Born przez kapitana Kosińskiego, pokwitowaniem odbioru było wręczenie kurierowi połówki banknotu, będącej w moim posiadaniu, a odpowiadającej połówce okazanej przez kuriera. Wręczyłem mu więc swoją połówkę. Zaśmiał się i na pożegnanie powiedział głośno: - Also, alles ist in Ordnung! (A więc, wszystko jest w porządku). – I poszedł. … Paczuszka zawierała bowiem pięć niemieckich map wojskowych terenów mojego działania: 126, Bobolice, 127. Biały Bór, 159. Szczecinek, 160. Debrzno i 191, Wałcz. … „. J. Nowak, Kryptonim „Odra”, Warszawa 1986, s. 75 – 76.). Z biegiem czasu organizacja rozwinęła się. Dowodzony przez por. dr. E. Mroczkiewicza punkt, stał się delegaturą jednego z jej oddziałów. Wysyłano tam oficerów na leczenie, a jednocześnie nawiązywano kontakt i łączność z tamtejszymi członkami organizacji. Zadaniem por. Mroczkiewicza i jego grupy było gromadzenie zapasów środków medycznych oraz dbałość o bezpieczeństwo członków „Odry” na terenie szpitala (A. Jaracz, op. cit., s. 177.).
Ze wspomnień por. Mariana Schroedera, byłego jeńca Oflagu II D Gross Born, który w piśmie z dnia 9 marca 1971 r. opisał związki organizacji„Odra” ze szpitalem przy Stalagu II B Hammerstein, wynika jasno, że rola dr. Mroczkiewicza w szpitalu w Hammerstein nie ograniczała się jedynie do niesienia pomocy chorym jeńcom wojennym, ale, jak na panujące warunki konspiracyjne, jest dzisiaj bardziej wymowna:

„… Natomiast organizacja miała powiązania w Stalagu II B, gdzie był szpital, dokąd wysyłano naszych oficerów na leczenie. Polskim szefem szpitala był por. dr E. Mroczkiewicz mój przyjaciel z dawnych czasów. Mroczkiewicz zmarł w Kartuzach kilka lat temu. Jego pracownikiem był aptekarz por. Błażejewski (tu możliwa pomyłka w nazwisku) z Wielunia. Ich zadaniem było gromadzić zapasy środków leczniczych i opatrunkowych, co czynili, a także nawiązać kontakt z pobliskim obozem jeńców rosyjskich (Chodzi o jeńców rosyjskich ze Stalagu II B Hammerstein – Lager Ost. Liczba jeńców, którzy przeszli przez Stalag II B Hammerstein, jest trudna do oszacowania. Najwyższy dotychczas numer ustalony dla tego obozu to 210 794. Jest to numer zarejestrowanego przez Niemców jeńca Numida Donajewa. Szerzej zob.: G. Bojar – Fijałkowski, Losy jeńców wojennych…,s. 171.: Wg szacunkowych obliczeń, na cmentarzu Stalagu II B Hammerstein – Lager Ost spoczywa 70.000 jeńców rosyjskich. Tę gehennę Rosjan przypomina wzniesiony w lesie, na terenie cmentarza, pomnik, którego ceremonii uroczystego odsłonięcia nie zaszczyciła swą obecnością zaproszona delegacja radziecka ze stacjonującego wówczas, nieopodal miasta Czarne, garnizonu Północnej Grupy Wojsk Radzieckich w Bornem.).
Ponieważ moje uszkodzenia wojenne wymagały leczenia, więc płk Morawski spowodował wysłanie mnie w 1943 r. do Stalagu II B i nawiązanie kontaktu z tamt. członkami organizacji, przy czym tylko dr Mroczkiewicz mógł wiedzieć o mojej roli – ( podkr. N. M).
W Stalagu zastałem sytuację niebezpieczną. Działający tam w ramach „Odry” aspirant Szajbo (później stracony przez Gestapo) nie zachowywał należytej ostrożności. Ostrzegałem go, ale za późno. Kontakt z obozem rosyjskich jeńców utrzymywał się przez trzech lekarzy (Stiepanow – kapitan lek. Makarew i dwóch innych).
Celem kontaktu z obozem rosyjskim było objąć nad nim opiekę, gdyby Niemcy pod koniec wojny zamierzali obóz zlikwidować.
W pobliżu Oflagu II D znajdowały się też zapasy amunicji i paliwa ukryte w ziemi i przewidywano ich zniszczenie a nawet ewentualne opanowanie. …” (Muzeum w Koszalinie, (MwK), Marian Schroeder, „Byłem w Odrze”, sygn. 150/2/HM/OJ, maszynopis, Poznań 1971, s. 29 – 31.).

Muzeum w Koszalinie dysponujące kilkoma relacjami polskich oficerów, byłych jeńców wojennych, udostępniło mi relację, innego oficera polskiego, jeńca – lekarza Oflagu II D Gross Born, dr. med. Stanisława Wintera, który w piśmie z dnia 1 kwietnia 1971 r. napisał, że:

„… byłem lekarzem chirurgiem pracującym w szpitaliku tego obozu od chwili przeniesienia jego z Arnswalde do Gross Born aż do jego likwidacji drogą ewakuacji na zachód w końcu stycznia 1945 r., w związku ze zbliżającą się na Pomorze ofensywą Armii Czerwonej i Polskiej. Podam najpierw obsadę załogi lekarskiej, która tam pracowała przez cały czas. Funkcję naczelnego lekarza pełnił mjr lek. Roman Rettinger, do zespołu lekarskiego należeli: kpt lek. Roman Gosiewski, Jerzy Lutz, Józef Świątkiewicz, Aleksander Buxakowski, Edward Romejko, Roman Kantorek, Marian Antoniewski, Czesław Plejewski, wszyscy których pamiętam. Ponieważ warunki pracy były skromne, korzystaliśmy w sprawach leczenia operacyjnego ze szpitala jenieckiego przy Stalagu II B, którego szefem z polecenia władz niemieckich był chirurg por. lek. Edmund Mroczkiewicz chirurg szpitala powiatowego w Kartuzach, wychowanek Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Poznańskiego, stąd mój dobry znajomy kolega. Po wojnie wrócił na dawne stanowisko do Kartuz i tam zmarł na serce dnia 8 lutego 1964 r..
Ponieważ na terenie okręgu szczecińskiego był jeszcze jeden obóz oficerski w Woldenbergu, jego „pensjonariusze” korzystali z pomocy operacyjnej chirurgicznej też w szpitalu Stalagu II B w Hammersteinie koło Szczecinka, gdzie operował dr Mroczkiewicz. Stąd jedyne kontakty jenieckie z oficerami drugiego obozu w Woldenberg i Gross Born, które skupiały w swych obszarach 14 tysięcy żołnierzy, w tym około 12 tysięcy oficerów, po 6 tysięcy w każdym. Ponieważ chodziły słuchy, że w razie przegranej los jeńców tych będzie przesądzony w sensie zgładzenia, powstała w gronie wtajemniczonych akcja podziemna, do której potrzebne były kontakty z drugim obozem i Polakami na robotach na wsi. Czy akcja ta nazywała się „Odra” nie wiem, wiem tylko, że płk. W. Morawskiemu „starszemu oflagu” (jak nazywali Niemcy) potrzebne były kontakty ze światem spoza drutów kolczastych. Stąd wiedziałem o potrzebie tych kontaktów i o potrzebie skierowywania poszczególnych „chorych” oficerów do szpitala w Hammersteinie na zabieg operacyjny, bo to była jedyna możliwość nawiązania kontaktu międzyobozowego.
Akcja ta w niewiadomy mi sposób została rozszyfrowana przez władze niemieckie (gestapo) w drugiej połowie 1944 roku, w czasie i już po Powstaniu Warszawskim, w wyniku czego zostali aresztowani, jak podaje adwokat Schroeder, por. inż. leśnik (Na temat działalności ppor. M. Kreutzingera i interesujących losów polskich oficerów – leśników w Oflagu II D Gross Born zob. szerzej: T. Skowronek, Nie zapomnieli. Działalność leśników w niemieckich, oficerskich obozach jenieckich w czasie drugiej wojny światowej, Warszawa 2004, s. 24 - 27.) Maksymilian Kreutzinger … oraz por. kaw. Zbigniew Stefan Żywirski …, obaj moi serdeczni koledzy czasu niewoli i po wojnie. …
Obaj też byli moimi pacjentami po powrocie z dwumiesięcznego pobytu w areszcie gestapo korpusu w Szczecinie, stąd znane mi są ich przeżycia z tych makabrycznych dni. Żywirski wrócił do obozu bez jednego zęba, wszystkie powybijane w czasie codziennych przesłuchań gestapowskich, Kreutzinger wykończony nerwowo zupełnie. …
Skierowania do szpitala w Hammersteinie przechodziły zawsze przez moje ręce, musiały być oczywiście uzgadniane z lekarzem obozowym niemieckim, którym był przez dłuższy czas oberarzt v. Wądzyński, pochodzący z Prus Wschodnich, jak podawał i twierdził zawsze, że jest to nazwisko ”wschodnio-pruskie”. Oczywiście w kierowaniu cieszyliśmy się pełnym zaufaniem jego, nigdy konieczność skierowania na leczenie szpitalne i operacyjne nie była przez niego sprawdzana.
Sam się dziwił mówiąc, że w niewoli są lekarze o „polskich” nazwiskach, jak Rettinger, Lutz czy Winter, a on Niemiec nazywa się Wądzyński …” (MwK, S. Winter, Wspomnienia z obozu II D Gross Born, sygn. 150/6/HM/OJ, maszynopis, Częstochowa 1971, s. 50 – 53.).

Z relacji konspiracyjnego szefa sztabu płk. dypl. Witolda Dzierżykraj - Morawskiego, mjr. Konrada Rogaczewskiego, znajdującej się w Muzeum w Koszalinie oraz w Instytucie Polskim i Muzeum im. gen. Sikorskiego w Londynie (Pisma kierownika Archiwum Instytutu Polskiego i Muzeum im. gen. Sikorskiego w Londynie dr. Andrzeja Suchcitza z dnia 17 maja i 12 lipca 2005 r. do autora.), wynika, że:

„… Konspiracyjnym komendantem Oflag II D Gross Born wyznaczony został w maju 1942 r. przez Komendanta Głównego AK płk dypl. Józef Witold Dzierżykraj – Morawski. Jeszcze przed tą pisemna nominacją był on opiekunem całej akcji konspiracyjnej w Choszcznie (Arnswalde Oflag II B). 15 maja 1942 r. Oflag II B przeniesiony został w całości z koszar z Choszczna do baraków Borne Sulinowo, pow. Szczecinek jako Oflag II D Gross Born, gdzie do tej pory przebywali oficerowie francuscy (MwK, K. Rogaczewski, Konspiracyjna organizacja obozu Oflag II D Gross Born, sygn. 150/1/HM/OJ, maszynopis, s. 1.).

W drugiej połowie 1943 r. Niemcy przetransportowali do obozu większą grupę polskich jeńców wojennych, umieszczając ich w górnej części obozu, położonej na tzw. „Psiej Górce” (Hundeberg). Obóz ten, poprzednio zamieszkały przez jeńców francuskich, zajmował przestrzeń ok. pół km kw. z licznymi zabudowaniami administracyjnymi i mieszkalnymi, w których zakwaterowano ok. 3000 oficerów zawodowych i rezerwy oraz kilkuset szeregowych przeznaczonych do wykonywania posług. Jeńcy podzieleni zostali ewidencyjnie na 4 bataliony, a te z kolei na kompanie. Przy obozie czynna była izba chorych odgrodzona od całości obiektu ogrodzeniem z drutu kolczastego oraz zamkniętą zazwyczaj i strzeżoną bramą (Poczta polska Obozu II D Gross Born, opr. J. Machowski, Kraków 1963, s. 1 – 2.).
W Gross Born znajdowało się jeszcze drugie, wielkie miejsce odosobnienia, tzw. „obóz dolny”, gdzie przetrzymywano jeńców radzieckich. W połowie 1943 r. przywieziono w ich miejsce 3000 polskich oficerów, jeńców wojennych, z obozu w Neubrandenburgu. Obóz otrzymał nazwę urzędową „Oflag II E”. Nie posiadał on jeszcze w tym czasie własnej izby chorych, a jeńców wymagających leczenia odstawiano do izby chorych w obozie górnym II D, na tzw. „Psiej Górce”, odseparowanej jednak od baraków mieszkalnych. Chęć nawiązania łączności między mieszkańcami obu obozów, gdzie przebywali często bliscy znajomi, a nawet krewni spowodowała, że znaleziono szybki i bezpieczny sposób porozumiewania się, a więc przenoszenia wiadomości w obie strony. Owa droga prowadziła przez wspólną dla obu obozów izbę chorych (G. Bojar – Fijałkowski, Losy jeńców wojennych…, s. 110 – 111.: Poczta polska Obozu II E Neubrandenburg, opr. J. Machowski, Kraków 1963, s. 2.).
W trakcie przeprowadzania akcji oszczędnościowej w zakresie pomieszczeń i personelu administracyjnego Niemcy przystąpili do dalszego zmasowania jeńców wojennych.
W dniu 8 lutego 1944 r. przeniesiono wszystkich jeńców polskich z obozu górnego do dolnego, w którym wcześniej przebywali jeńcy sowieccy, tworząc tym samym fuzję dwóch obozów.
Obóz górny zajęły natomiast niemieckie dziewczęta z Bund Deutscher Mädchen (BDM), Związek Dziewcząt Niemieckich, które pracowały przy budowie ziemnych umocnień obronnych do jesieni 1944 r..
Tym sposobem powstał jeden wielki, wspólny obóz pod nazwą Oflag II D. Od tej chwili nazwa Oflag II E zniknęła
(Ibidem, s. 4, Poczta polska Obozu II D…, s. 6.). Połączony obóz posiadał ok. 1 km długości i 1 km szerokości, a na tej przestrzeni było rozmieszczonych ponad 70 baraków administracyjnych, mieszkalnych, mieszczących prawie 6000 oficerów - jeńców oraz liczny personel pomocniczy.
Komendantem Oflagu II D Gross Born w okresie pobytu polskich oficerów był gen. mjr Stengel, a jego zastępcą płk Hildebrand. Stanowisko oficera Abwehry zajmowali: kpt Guse, kpt Bauer, a w końcowym okresie wojny kpt. Hoppe.
Późną jesienią 1944 r. i w dniu 23 stycznia 1945 r. do obozu przybyły transporty oficerów Armii Krajowej z Powstania Warszawskiego w liczbie ok. 1100. Umieszczeni zostali w opuszczonych już przez BDM barakach obozu górnego (G. Bojar – Fijałkowski, Losy jeńców wojennych…, s. 116 – 117.).

W 1939 r. polskich oficerów – jeńców umieszczono w kilkudziesięciu małych obozach rozmieszczonych na terenie Rzeszy i ziemiach do niej włączonych. Mieściły się one w koszarach wojskowych, starych fortach, zamkach itp. Jednak z uwagi na bardziej rygorystyczne traktowanie Polaków, nie grupowano ich w zasadzie z jeńcami innych narodowości. Ta reguła była stosowana do końca wojny. Liczba obozów polskich oficerów stale się zmniejszała. W dniu 31 grudnia 1943 r. było ich 7, zaś w 1944 r. już tylko 4 – Oflag II C Woldenberg, Oflag II D Gross Born, Oflag VI B Doessel i Oflag VII A Murnau (O postawach i działalności polskich oficerów w obozach jenieckich okresu drugiej wojny światowej traktują wspomnienia: J. Bohatkiewicz, Oflag II C Woldenberg, Warszawa 1971.: W. Ziemiński, Wrzesień… Oflag… Wyzwolenie…,Warszawa 1962.: J. Kuropieska, Obozowe refleksje. Oflag II C, Kraków 1985.: M. Sadzewicz, Oflag II D Gross Born, Warszawa 1977.: tenże, Oflag, Warszawa 2005.: Nad wyraz wzruszające i pouczające są wspomnienia por. Józefa Huberta, jeńca wojennego z Oflagu VII A Murnau, a następnie więźnia obozu koncentracyjnego, Konzentrationzlager, Dachau. Przeżywszy wojnę, już w zdecydowanie innej roli, jako polski oficer w amerykańskiej strefie okupacyjnej, skierowany został do Murnau, a następnie do Dachau w charakterze polskiego oficera kompanii wartowniczych. Od 30 kwietnia 1946 r. sprawował funkcję komendanta obozu Cage 2 Dachau administrowanego już przez Polaków.: J. Hubert, Odwrócone losy, Warszawa 1977.: „Szczerze mówiąc, napisał po latach, byłem bardzo zaskoczony tą nominacją. Miałem być teraz przełożonym generałów i oficerów niemieckich, podczas gdy rok temu, o kilkaset metrów stąd, byłem tylko numerem w obozie koncentracyjnym i kandydatem do pieca krematoryjnego”.: Ibidem, s. 241.
Jednym z więzionych w Cage 2 Dachau w 1946 r. generałów niemieckich, zaliczonych w poczet przestępców wojennych, był dowódca II Okręgu Wojskowego w Szczecinie z lat 1935 - 1938, gen. art. Johannes von Blaskowitz. Aby uniknąć procesu za dokonywane zbrodnie wojenne przed Międzynarodowym Trybunałem Wojskowym w Norymberdze, popełnił samobójstwo.: Ibidem, s. 252.: Los zrządził, że był to ten sam generał, który na rozkaz A. Hitlera, pozostał na poligonie Gross Born i przygotował plan ataku na Polskę (Fall Weiss). Losy więc były faktycznie odwrócone i to nie tylko w przypadku por. J. Huberta.). Jednak przez cały okres wojny trwała ciągła wędrówka jeńców z obozu do obozu, jedynie po to, by ich dotychczasowe życie zostało zburzone, rozbiło kolektywy, pozbawiło ich części dobytku (J. Olesik, op. cit., s. 24.).
W listopadzie 1939 r. w niemieckich obozach wojennych znalazło się ok. 200 tys. polskich żołnierzy i oficerów, z czego do końca wojny pozostało za drutami ok. 80 tys., w tym ok. 18 tys. oficerów (J. Kuropieska, op. cit., s. 165.). Inne źródła podają podwojoną liczbę żołnierzy zamkniętych za drutami obozów jenieckich na terenie Rzeszy, mówiąc o 400 tys. (Wojna Obronna Polski 1939, pod red. E. Kozłowskiego, Warszawa 1979, s. 843.). Natomiast wg najnowszych badań, na terenie Związku Sowieckiego w latach 1939 – 1941 znalazło się ponad 230. 000 polskich jeńców wojennych, zaś ogólna liczba Polaków wywiezionych do tego kraju wyniosła ponad 1. 500. 000 (E. Kozłowski, Agresja na Polskę we Wrześniu 1939 r.. Próba bilansu strat., ”Wojskowy Przegląd Historyczny” nr 3 – 4 1991, s. 38 – 48.: W. Anders, op. cit., s. 98 – 99.).
Pod koniec 1942 r. wśród jeńców polskich znajdujących się w hitlerowskich Oflagach krążyły pogłoski o zamiarach pozbawienia ich statutu jeńców wojennych i skierowania do obozów koncentracyjnych, co równoznaczne było z wydaniem na nich wyroku śmierci.
Rzecznikiem takiego rozwiązania był Reichsführer SS Heinrich Himmler. Jego żądania spotkały się jednak ze zdecydowanym sprzeciwem części wyższych oficerów z OKW, którym nie chodziło bynajmniej o życie polskich oficerów - jeńców wojennych, lecz jedynie o utrzymanie pozorów przestrzegania wobec nich prawa międzynarodowego. Z drugiej strony, obawiali się oni wzmożenia represji wobec niemieckich jeńców wojennych, którzy coraz liczniej trafiali do niewoli państw koalicji antyhitlerowskiej.
Wiosną 1943 r. duże poruszenie wśród polskich oficerów wywołała sprawa odkrycia przez Niemców masowych grobów polskich oficerów z Września 1939 r. wziętych do niewoli sowieckiej i zamordowanych w Lesie Katyńskim pod Smoleńskiem. Za zgodą Niemców, z Oflagu II D Gross Born udała się do Katynia grupa polskich oficerów z płk. Stefanem Mossorem na czele. Po powrocie delegacja złożyła sprawozdanie z wyjazdu, pobytu w Katyniu oraz ekshumacji mogił polskich oficerów na ręce Starszego Obozu Oflagu II D Gross Born, płk. Witolda Dzierżykraj - Morawskiego (A. Jaracz, op. cit., s. 169 – 170.).
Obawy jeńców o swe losy nie były więc pozbawione podstaw. Jak okazało się po zakończeniu drugiej wojny światowej, tego rodzaju dokumenty znalazły się w dyspozycji amerykańskich władz okupacyjnych, a ich fotokopie przekazali Amerykanie Polskiej Misji Wojskowej w Berlinie (J. Pollack, op. cit., s. 43 – 48.: Niebezpieczeństwo wymordowania oficerów polskich w Murnau trwało do chwili wyzwolenia obozu przez wojska amerykańskie. Przy zabitym dowódcy oddziału SS Amerykanie znaleźli rozkaz Himmlera wystrzelania wszystkich jeńców obozu, tj. 5 tys. ludzi.: Ibidem, s. 49.: Podobny los spotkać miał obóz koncentracyjny w Dachau, który z rozkazu Himmlera miał być ewakuowany, a gdy to, za sprawą więźniów, nie powiodło się, rozkazano wszystkich więźniów wymordować, obóz spalić i zrównać z ziemią. W dniu uwolnienia obozu przez Amerykanów, znajdowało się w nim 31. 500 więźniów, w tym ponad 9. 000 Polaków.: J. Hubert, op. cit., s. 154 – 155.) - (podkr. N. M.).
Po zamachu na Hitlera w dniu 20 lipca 1944 r., zostały dokonane radykalne zmiany w strukturze organizacyjnej systemu jenieckiego. Dowódcą armii zapasowej, który przejął również sprawy jenieckie, został Reichsführer SS Heinrich Himmler. Na stanowisko szefa Urzędu Jenieckiego mianował on SS - Obergruppenführera Gottloba Bergera, generała Waffen SS. Jemu to, za pośrednictwem Wyższych Dowódców SS i Policji, zainstalowanych przy poszczególnych Okręgach Wojskowych podlegali generałowie Wehrmachtu pełniący w swych okręgach funkcje dowódców jeńców wojennych. Tym sposobem, SS uzyskało bezpośredni wpływ na obozy i sprawy jenieckie stając się zwierzchnikami generałów Wehrmachtu.
SS zaostrzyło reżim obozowy i nadzór nad jeńcami. W zdecydowany sposób został podniesiony stopień czujności w stosunku do jeńców, wyrażający się w przeświadczeniu o możliwości organizowania ruchu oporu, względnie wybuchu buntów w obozach. Sytuacja jeńców pogorszyłaby się o wiele bardziej, gdyby nie fakt wkraczania wojny w ostatnie stadium i rysującej się perspektywy klęski Rzeszy. W tych warunkach SS zostało zmuszone do zajęcia się problemami natury organizacyjnej, związanych z ewakuacją obozów jenieckich przed zbliżającym się frontem (Sz. Datner, op. cit, s. 40 – 42.), a nie wprowadzaniem swych zbrodniczych praktyk w życie obozowe milionów jeńców wojennych.
Spóźnione decyzje o przejęciu spraw jenieckich przez SS stały się darem życia dla wielu milionów jeńców wojennych. Nie trudno bowiem sobie wyobrazić rozmiar zbrodni na jeńcach wojennych w przypadku wcześniejszego podporządkowania obozów jenieckich formacjom SS, czego bezskutecznie domagał się Himmler niemal od początku wojny.
W końcowych latach wojny na terenie Rzeszy istniały 52 Oflagi i ponad 80 Stalagów, w których skoncentrowano kilka milionów jeńców wojennych wielu narodowości.
Po przełamaniu Wału Pomorskiego i zakończeniu działań wojennych w marcu 1945 r., tereny Pomorza Zachodniego znalazły się w granicach państwa polskiego. Wtedy też nazwa niemieckiej miejscowości Hammerstein została zmieniona na polski Hamersztyn, a następnie Czarne.

Czytany 93 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 02 sierpień 2018 13:11
Norbert Maczulis

Zapraszam na stronę portalu Szwajcaria-Kaszubska.pl gdzie można przeczytać moje publikacje.

Dyrektor Muzeum Kaszubskiego w Kartuzach (do 30 kwietnia 2015), Norbert Maczulis

Mój profil na fb.com/norbert.maczulis

Skomentuj

Komentarz zostanie opublikowany po zatwierdzeniu przez redakcję.


Proszę rozwiązać proste zadanie (blokada antyspamowa):

Skocz do:

Ostatnio dodane

Zdjęcie z galerii

Ostatnie komentarze

Gościmy

Odwiedza nas 54 gości oraz 0 użytkowników.

szwajcaria-kaszubska.pl