Szlaki turystyczne

Znajdziesz tu informacje na temat miejsc, które są ciekawe do odwiedzenia. Prezentacja wizualizacji i zdjęć oraz opisów szlaków pieszych, rowerowych i Nordic Walking.

Ze słownika Polsko-Kaszubskiego:homeopatia | hòmeopatiô (sł. Eugenisz Gołąbek)
piątek, 01 czerwiec 2018 00:00

Krótki opis walk I plutonu 2 kompanii IV baonu ON (4 Morskiego Batalionu Strzelców) w 1939 r. (Relacja spisana w marcu 1972 r..)

Autor: 
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Por. rez. piech, Walerian Szefka, zastępca dowódcy 2 kompanii IV Kartuskiego Baonu Obrony Narodowej

Krótki opis walk I plutonu 2 kompanii IV baonu ON (4 Morskiego Batalionu Strzelców) w 1939 r. (Relacja spisana w marcu 1972 r..)


Dowódca 2 kompanii – kpt. Michał Pikuła
Dowódca I plutonu
i zastępca dowódcy
kompanii - ppor. Walerian Szefka
Dowódca II plutonu - ppor. Mieczysław Ruszkowski
Dowódca III plutonu - ppor. Wierzbicki


1 – 3 września

Przygotowanie (mobilizacja batalionu) oraz zajęcie stanowisk obronnych, okopanie się, uzbrojenie terenu itp.. 2 kompania zajmuje rejon miejscowości Prokowo, pow. Kartuzy, w tym I pluton na wysuniętej pozycji w miejscowości Mokre Łąki. Spodziewany nieprzyjaciel z kierunku Sierakowic na odcinku do szosy Strzepcz – Mirachowo. Kartuz broniła 1 kompania.

4 września

W godzinach popołudniowych nastąpiło uderzenie nieprzyjaciela: główne siły przyszły okrakiem szosy prowadzącej z Bytowa do Kartuz (Tzn, z kierunku południowego, gdy tymczasem baon był przygotowany do obrony z kierunku zachodniego (z kierunku Sierakowic).). Około godziny 17 otrzymałem rozkaz wycofania się, ze wskazaniem okrężnej drogi, gdyż nieprzyjaciel zajął już Kartuzy i był na moich tyłach. Wycofując się, miałem nie wiązać się z nieprzyjacielem ogniem, lecz jak najprędzej dołączyć do kompanii. Po dołączeniu do kompanii w okolicy miejscowości Grzybno, otrzymałem rozkaz przedzierać się jako szpica baonu na miejscowość Kamień.

5 września

O świcie nacierałem. Z lewej i prawej, nieco w tyle za moim plutonem, nacierały II i III plutony naszej kompanii. Tuż po przekroczeniu szosy Kamień – Kielno silny ogień ckm na chwilę zatrzymał moje natarcie. Uderzyłem całym plutonem i zająłem dobrą pozycję. Odezwały się dalsze dwa plutony. O godz. 5 dołączyłem do naszych z 2 MBS w Kamieniu. Po chwili dołączyły dalsze plutony kompanii. Serie ckm otrzymałem właśnie z gniazda ckm 2 MBS(Był to I baon ON, a nie 2 MBS.), który zaliczył nas do nieprzyjaciela. Strat nie było. Potem zaraz cała 2 kompania ruszyła dalej do Bieszkowic. Tu mały odpoczynek i o godz. 20 odmarsz do miejscowości Grabowiec.
W nocy z 5 na 6 września o godz. 1 zająłem stanowiska i zaciągnąłem placówki do godz. 6. Następnie okopywanie się. Ppor. M. Ruszkowski został odwołany, II pluton objął ppor. Torliński. Dowiedziałem się również, że III pluton objął ppor. Włoch.


7 września

W godzinach rannych nieprzyjaciel wyparł placówkę nr 2 II plutonu ze stanowisk nad szosą Szemud – Przetoczyno, na lewym skrzydle mojego plutonu. Natychmiast ruszyłem z całym plutonem na odsiecz. Zabrałem cofającą sie placówkę i razem uderzyłem na nieprzyjaciela. Uderzenie było gwałtowne i niespodziewane. Wyparłem nieprzyjaciela. Obsadziłem teren. Wtem niespodzianka: z mojego prawego skrzydła uderzyły dwie tankietki (Najprawdopodobniej pancerne samochody rozpoznawcze.). Nie ustąpiłem, zawiązała się twarda i nierówna bitwa: tam pancerze i ckm, ja tylko dwa rkm i granaty. W końcu zmusiłem tankietki do wycofania się. Wezwałem pomocy ogniowej. Nastąpiła krótka przerwa w walce. Policzyłem straty: miałem dwóch zabitych – kpr. Kalkowski i strz. Strahl – oraz czterech rannych. Straty niemieckie: zabici dowódca szpicy – starszy wachmistrz i kapral, 6 samochodów pancernych, 15 motocykli, 30 rowerów, broń ręczna i maszynowa, pełno amunicji, żywność, koce itp.. Samochody i motory, częściowo z amunicją, zapaliłem i zniszczyłem. Uzupełniłem swoje zapasy amunicji. W tym czasie otrzymałem pomoc jednego ckm (W bardzo zwięzłym opisie walk por. W. Szefka nie podaje, że była to walka z niemieckim oddziałem zmotoryzowanym, a właściwie jego częścią, która wpadła w przygotowaną na nią zasadzkę na szosie, na wysokości jeziora Dąbrówka. W. Szefka podaje ciekawy szczegół, że w czasie walki nastąpiło niespodziewane uderzenie „dwóch tankietek” na jego prawe skrzydło, a więc z kierunku północnego. Najprawdopodobniej były to resztki innej części tegoż oddziału zwiadowczego, na którą w tym samym mniej więcej czasie 1 MPS też przygotowywał zasadzkę między Pierwoszynem a Sopieszynem.).
Zaraz potem były następne ataki tankietek, z których jedną zniszczyłem, ogień artylerii i natarcie piechoty. Mój ogień nie dopuścił nieprzyjaciela do szosy i w końcu, po huraganowym ogniu ckm i artylerii nieprzyjaciela, o zmroku nieprzyjaciel zupełnie się wycofał (Wkrótce po rozbiciu niemieckiego dywizjonu rozpoznawczego Niemcy na tym odcinku obrony przypuścili natarcie. Była to spóźniona próba 368 pp przyjścia na odsiecz dywizjonowi von Wedela.). Placówkę opuściłem na rozkaz w godzinach nocnych. Zajęły ją oddziały Straży Granicznej.

8 września

Od rana dalsze próby nieprzyjaciela. Oddziały zmotoryzowane atakowały lewe skrzydło 2 kompanii i odcięły III pluton. Ruszyłem znowu na odsiecz. Ogniem zmusiłem nieprzyjaciela do milczenia, co dało okazję ppor. Włochowi do wycofania się na moje lewe skrzydło. Teraz razem odpieraliśmy ataki nieprzyjaciela. Jego ogień kierował się wprost na mój pluton. Przez lornetkę wynalazłem ukryty ckm nieprzyjaciela. Ogniem strzelców wyborowych i ckm zniszczyłem to gniazdo. Moje straty: zabity strz. Drewing. Nieprzyjaciel powtarzał swoje ataki. Nasze dwa plutony trzymały pozycję: lizjerę lasu miejscowości Grabowiec do odwołania nas o godz. 22.
W międzyczasie, około godz. 17, nieprzyjaciel wdarł się na nasze tyły w okolicy Nowego Dworu. Baon rzekomo stracił tam swoje tabory. Jak było rzeczywiście, nie wiem.
W nocy 2 kompania plus pluton ckm ruszyła do miejscowości Reszki.

9 września

W godzinach rannych zajęliśmy Reszki. Nie wiem, co robiły inne plutony kompanii. I pluton zajął wzgórze na północny zachód od Reszek, razem z plutonem ckm marynarki wojennej (Był to pluton kompanii ckm plot., umundurowany na granatowo.). Około godz. 10 na naszym przedpolu wysunęła się z lasu kompania nieprzyjaciela w szyku zwartym. Ustawiłem dwa ckm i kompletnie zniszczyłem nieprzyjaciela. Chwilę potem samolot nieprzyjaciela fotografował nasze pozycje i wkrótce huraganowy ogień całej baterii zasypał nas pociskami (Z szybkości reakcji artylerii niemieckiej wynika, że zasadniczym zadaniem samolotu obserwacyjnego było nie tyle sfotografowanie pozycji polskiej, ile raczej podyktowanie artylerii przez radio celów przez obserwatora.). Pod tym ogniem nastąpił atak motocyklistów i piechoty. Piekielny ogień trwał do godz. 14. Straty nasze duże: 1 ckm kompletnie rozbity, w plutonie marynarzy są ranni. Mój pluton bez strat.
Otrzymałem rozkaz wycofania się – wycofałem się okrężna drogą i to uratowało nas. Nieprzyjaciel zauważył bowiem nasz ruch i przełożył ogień artylerii na wzgórze, chcąc zamknąć nam drogę, lecz zbawienny głęboki rów uratował nas. Osobiście miałem przestrzeloną manierkę i torbę oficerską.
Po zebraniu plutonu i dołączeniu do kompanii zająłem pozycję nad rozwidleniem dróg Łężyce – Zagórze – Reszki. Zaciągnięcie placówek i czuwanie przez noc. Poza ogniem nękającym do świtu, panował względny spokój.


10 września

O świcie na moim przedpolu ukazał się konny patrol nieprzyjaciela. Odległość bardzo daleka i lada chwila mógł umknąć do lasu. Otrzymał on ognia równocześnie z mojej placówki i z prawego mojego skrzydła – sąsiedniej placówki. Mnie z patrolem nieprzyjaciela dzieliły moczary i zarośla łąkowe. Jeden jeździec spadł z konia, reszta skryła się w przeciwnym kierunku, w lesie. Ruszyłem natychmiast z patrolem w ślad za uciekającymi. Patrol uciekł, lecz w spadku zostawił nam wóz taborowy ukryty w lesie. Zabraliśmy buty, bieliznę, siodła, żywność, koce i amunicję. Do wieczora tego dnia byliśmy ostrzeliwani przez artylerię.

11 września

Od rana huraganowy ogień artyleryjski na nasze pozycje. Około godz. 12 – 13 wycofanie się do Grabówka. W nocy jeden pluton naszej kompanii brał udział w nocnym wypadzie na Łężyce.

12 września

O godz. 14 cały batalion poszedł do przeciwnatarcia na Zagórze – Rumię. Z prawej strony miałem pluton 1 kompanii ppor. Perkowskiego. Piekielny ogień artyleryjski i ckm. Nasze dwa plutony, tj. I pluton 2 kompanii i pluton ppor. Perkowskiego, zdobyły dworzec w Rumii i posuwały się dalej. Wtem dowiedziałem się, że ppor. Perkowski jest ranny. Nacierałem dalej. Wkrótce kolejne serie ognia zaporowego artylerii rozbiły mi cały pluton, zabity mój zastępca i dwóch strzelców, kilku rannych. Starałem utrzymać się, lecz piekielny ogień nie pozwalał na prowadzenie walki, całe prawe skrzydło wycofało się. Trzymam moją garstkę i walczę. Wtem trzy następne serie pocisków zwaliły mnie na ziemię. Czułem, że jestem ranny. Zebrałem resztę plutonu i w ślad za innymi wycofałem się. Z dowódców nie było nikogo. Cofając się, znalazłem szefa kompanii. Nie mógł on powiedzieć mi, gdzie jest dowódca kompanii. Po chwili porucznik Straży Granicznej zawołał, żebym wycofał się, gdyż zostanę odcięty. Zebrałem pluton i przedzierałem się przez ogień ckm, który blokował nam drogę z flanki. Szczęśliwie dobiłem do swoich. Oddałem moje wojsko ppor. Florianowi Jaworskiemu i sam opatrzyłem ranę w nodze, gdzie siedział odłamek. O zmroku dołączyłem do kompanii.


13 września

Baon zajął stanowisko obronne w Obłużu. Mnie odesłano do szpitala. W drodze na Oksywie pocisk artylerii rozbił nasz wóz i po raz drugi zostałem ranny – było to przed Pogórzem. W Pogórzu pieszo doszedłem do punktu opatrunkowego, skąd natychmiast skierowano mnie do szpitala, bo była konieczna operacja wyjęcia odłamka. W godzinach wieczornych dotarłem do szpitala w Babim Dole.
Dalszych losów naszego baonu nie znam. Kiedy leżałem już opatrzony, odwiedził nas strzelec z 1 MPS. Od niego dowiedziałem się, że mój brat Paweł żyje, kpt. Pikuła również i walczą dzielnie. Chciałem wyleczyć się prędko i zmienić ich, lecz nie zdążyłem.

19 września

O godz. 14,30 Niemcy wkroczyli do szpitala na Oksywiu, w którym leżałem, i zabrali nas do niewoli. Rannych oficerów umieścili w Szkole Morskiej w Gdyni, innych zaś odtransportowali do Wejherowa. Po tygodniu część rannych odwieźli na Westerplatte i tam załadowali nas na statek „Wilhelm Gustloff” („Wilhelm Gustloff”. Wzmiankowany w identycznym kontekście przez innych relacjonistów, był dużym motorowcem wycieczkowym, oddanym do eksploatacji w 1937 r.. Przed agresją hitlerowską na Polskę zaadaptowany został do roli statku szpitalnego. W tym charakterze służył do przewozu z Gdyni do niemieckich portów zachodniego Bałtyku rannych i rekonwalescentów obrony Wybrzeża, których okupant pragnął pozbyć się z Gdyni.) , którym odpłynęliśmy do szpitala w Szlezwiku – Holsztynie. Potem do obozu.

Źródło:
Gdynia 1939. Relacje uczestników walk lądowych, Wstęp, wybór, komentarze W. Tym, A. Rzepniewski, Gdańsk 1979, s. 333, 476 – 477, 507.
Kępa Oksywska 1939. Relacje uczestników walk lądowych, Wstęp, wybór, komentarze W. Tym, A. Rzepniewski,

Czytany 974 razy Ostatnio zmieniany wtorek, 03 lipiec 2018 11:47
Norbert Maczulis

Zapraszam na stronę portalu Szwajcaria-Kaszubska.pl gdzie można przeczytać moje publikacje.

Dyrektor Muzeum Kaszubskiego w Kartuzach (do 30 kwietnia 2015), Norbert Maczulis

Mój profil na fb.com/norbert.maczulis

Skomentuj

Komentarz zostanie opublikowany po zatwierdzeniu przez redakcję.


Proszę rozwiązać proste zadanie (blokada antyspamowa):

Skocz do:

Polecamy

Zdjęcie z galerii

Ostatnie komentarze

Gościmy

Odwiedza nas 178 gości oraz 0 użytkowników.

szwajcaria-kaszubska.pl