Szlaki turystyczne

Znajdziesz tu informacje na temat miejsc, które są ciekawe do odwiedzenia. Prezentacja wizualizacji i zdjęć oraz opisów szlaków pieszych, rowerowych i Nordic Walking.

Ze słownika Polsko-Kaszubskiego:kontrolujący | kòntrolëjący, sprôwdzający, badający (sł. Eugenisz Gołąbek)
piątek, 01 czerwiec 2018 00:00

KARTUZY 1939 Wspomnienia

Autor: 
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

KARTUZY 1939

Wspomnienia

”...Zbliżająca się wojna
będzie obfitowała
w straszliwe wydarzenia,
ale Niemcy tej wojny
nie wygrają. ...”

Te prorocze słowa w rozmowie z bratem wypowiedział tuż przed wybuchem wojny, Kaszuba, Kandydat na Ołtarze,uznany patronem
dobrych kontaktów odwiecznych sąsiadów, rzadko przyjaciół, Polaków i Niemców Sufragan Chełmiński J. E. Ks. Bp Konstantyn Dominik.

Pomorskim Obrońcom pracę tę poświęcam

Przedmowa

Działania militarne pierwszych dni Września 1939 r., tych sprzed 70 lat, będącymi jak się okazało, pierwszymi dniami długotrwałej drugiej wojny światowej, musiały przynieść pierwsze i zamierzone sukcesy armii hitlerowskiej. Natychmiast po jej wkroczeniu na teren Obszaru Nadmorskiego, tj. powiatu kartuskiego i powiatu morskiego, następowała eksterminacja ludności kaszubskiej dokonywana przez niemieckie władze okupacyjne. Została ona udokumentowana relacjami osób biorących udział w tych tragicznych wydarzeniach.
Tragizm Kaszubów polegał na tym, że zaraz po odzyskaniu niepodległości w 1920 r. władze Polski Odrodzonej odnosiły się do Kaszubów z rezerwą, często nawet żywiąc do nich uraz. Powszechnie bowiem niesłusznie uważano Kaszubów za Niemców, co było wielkim błędem, wynikającym z niezrozumienia złożonej sytuacji na Kaszubach. Prawda tymczasem była taka, że Kaszubi byli wierni Rzeczypospolitej, a nie Rzeszy Niemieckiej.
Kaszuby to teren, na którym od wieków krzyżowały się interesy Polski i Niemiec. Polska racja stanu wymagała współpracy z Kaszubami o dostęp do morza, zaś racja stanu Rzeszy potrzebowała Kaszubów, by móc łatwiej na wschodzie połączyć się z krajami bałtyjskimi. Stąd też ostra rywalizacja polsko - niemiecka o te tereny i jej ludność. Sytuacja zaostrzyła się z chwilą powstania Wolnego Miasta Gdańska. Niemcy zaczęli wysuwać roszczenia wobec Wolnego Miasta i obszaru oddzielającego ich od Prus Wschodnich, tzw. korytarza, który w konsekwencji odcinał Polskę od morza.
Postanowienia wersalskie o włączeniu terenów Kaszub do Polski wymagały jednak wielu przygotowań wojskowych, które podjęte zostały w końcu 1919 r. w Warszawie. Po ratyfikacji w dniu 10 stycznia 1920 r. Traktatu Wersalskiego przez Rzeszę Niemiecką, w dniu 17 stycznia wkroczyły na te tereny wojska polskie Frontu Pomorskiego pod dowództwem gen. Józefa Hallera i przejęły te tereny pod zwierzchnictwo Polski.
W ten sposób Ziemia Kartuska wraz z Kartuzami powróciła do Polski. Miało to miejsce w dniu 8 lutego 1920 r., kiedy to żołnierze 1 Pułku Ułanów Krechowieckich 5 Brygady wkroczyli do Kartuz owacyjnie witani przez ludność kaszubską z pierwszym starostą kartuskim Emilem Sobieckim na Rynku w Kartuzach.
W tym małym, skromnym miasteczku kaszubskim wiele jednak działo się w okresie Drugiej Rzeczypospolitej. Bynajmniej niewiele mniej, niż w innych ościennych miasteczkach, dzisiaj dumnie, niesłusznie zresztą, pretendujących do miana „stolicy Kaszub”.
A to miano zdecydowanie, najbardziej zdecydowanie, należy się Kartuzom. Bez obrazy. Przecież nie zgermanizowanemu Bytowowi, czy zhitleryzowanemu Gdańskowi, w którym w latach trzydziestych, a potem w chwili wybuchu drugiej wojny światowej ginęli patrioci kaszubscy.
Bracia Alfons i Michał Flisykowscy, rodem ze Sławek pod Kartuzami są tu najczytelniejszym i najbardziej godnym do naśladowania przykładem.
Jeden, pierwszy Alfons Flisykowski był dowódcą obrony Poczty Polskiej w Gdańsku. Za podjęcie tej obrony – wbrew międzynarodowym ustaleniom Konwencji Haskiej i Genewskiej - został bestialsko zamordowany.
Drugi z braci, Michał Flisykowski, był żołnierzem IV Kartuskiego Batalionu Obrony Narodowej, celowniczym działka ppancernego w plutonie ckm ppor. Szczęsnego. Brał udział w obronie Kartuz, stolicy Kaszub, gdzie 80 % mieszkańców stanowili Kaszubi, podający się za Polaków.
Pierwszy został zamordowany wraz z Obrońcami Poczty Polskiej w Gdańsku, jako wróg Trzeciej Rzeszy.
Jest to jedna z nielicznych zbrodni, którą udało się rozliczyć... W 1996 r. Sąd Krajowy w Lubece unieważnił wyrok na Flisykowskiego, a dwa lata później na innych 37 pocztowców, uznając go za bezprawny.
Literatura na temat losów wojennych z terenu Kartuz i powiatu jest bardzo skromna. O wydarzeniach wojennych na tych terenach wspomina w swej pracy A. Rzepniewski (A. Rzepniewski, Obrona Wybrzeża w 1939 r.. Przygotowania i przebieg działań , Warszawa 1964.).
Wiele cennych informacji można pozyskać z pracy Gdynia 1939 r. oraz jej kontynuacji Kępa Oksywska 1939 r. (Gdynia 1939. Relacje uczestników walk lądowych. Wstęp, wybór, komentarze W. Tym, A. Rzepniewski, Gdańsk 1979.: Kępa Oksywska 1939 r. Relacje uczestników walk lądowych, Wstęp, wybór, komentarze W. Tym, A. Rzepniewski, Gdańsk 1985.). Na temat ogólnej sytuacji w kartuskiem, w tym w okresie wojny, pisał F. Szczęsny (F. Szczęsny, W krainie Gryfa, Gdańsk 1987.) oraz o sytuacji w mieście Kartuzy pisał N. Maczulis (N. Maczulis, Z dziejów Kartuz i walk Kaszubów o niepodległość w latach 1918 – 1945, „Kaszubskie Zeszyty Muzealne” Z. 4 1996.: tenże, Kartuzy z dziejów miasta i powiatu, Kartuzy 1998.).
Praca składa się z dwóch części i została opatrzona wieloma fotografiami, niekoniecznie związanymi z podanymi w tym miejscu treściami. Jest to działanie zamierzone, gdyż tak rozmieszczone fotografie zainspirują Czytelnika do poszukiwania stosownych treści merytorycznych zamieszczonych na innych stronach pracy. W części pierwszej niniejszej pracy znajdują się interesujące nas materiały historyczne dotyczące walk w rejonie Kartuz i okolic we Wrześniu 1939 r.. Pochodzą one z Archiv Polish Institute and Sikorski Museum London (Archiwum Polskiego Instytutu i Muzeum Sikorskiego w Londynie). Są to rękopisy, szczegółowe relacje własnoręcznie spisane przez oficerów Wojska Polskiego walczących w wojnie obronnej w 1939 r. w okolicach Kartuz i Gdyni.
Materiał ten otrzymałem z Londynu, dzięki życzliwości Pana dr. Andrzeja Suchcitza, kierownika Archiwum Instytutu Polskiego i Muzeum im. Gen. W. Sikorskiego w Londynie, za co składam mu w tym miejscu najserdeczniejsze podziękowania.
Kolejne relacje publikowane w części drugiej pracy pochodzą ze zbiorów Archiwum Muzeum Kaszubskiego im. Franciszka Tredera w Kartuzach, a zbierane były pieczołowicie przez nas przez kilkanaście lat. Są to relacje osób cywilnych.
Całość, dodając jeszcze inne interesujące materiały historyczne, tworzy zbiór interesujących relacji z wydarzeń wojennych z Września 1939 r..
Swego rodzaju uzupełnieniem podjętego tematu jest wykazanie eksterminacji ludności polskiej we Wrześniu 1939 r. będącej konsekwencją klęski wrześniowej. Szczególne straty osobowe poniósł w tym względzie kościół katolicki, o czym pisze w swych pracach ks. J. Walkusz (J. Walkusz, Wojenne losy duchowieństwa katolickiego ziemi kartuskiej 1939 – 1945, Kartuzy 1999.: tenże, W cieniu połamanego krzyża. Studia i szkice z dziejów Kościoła katolickiego na Pomorzu Nadwiślańskim w latach 1939 – 1945, Tczew – Pelplin 1999.).
Publikowane relacje zawierają źródło swego pochodzenia umieszczone po każdej z nich. Część z nich była już publikowana, inne, niemniej ciekawe, ujrzały światło dzienne dopiero po 70 latach od tamtych wydarzeń.
Praca ta z pewnością nie ukazałaby się, gdyby nie hojność sponsorów. Stąd też do Nich kierujemy gorące słowa podziękowania i wymieniamy na pierwszych stronach tej publikacji.
Szczególne podziękowania składamy Prezesowi Przedsiębiorstwa Budowlanego Górski Panu Bogdanowi Górskiemu.

Kartuzy, 23 lipca 2009 r. Norbert Maczulis

Wstęp

Ostatnim Starostą Powiatowym w Kartuzach do wybuchu drugiej wojny światowej był, prawnik z wykształcenia, mgr Jan Belina. W kartuskiej opinii publicznej uchodził za dobrego organizatora, był lubianym i szanowanym mieszkańcem. To jemu przypadła w udziale organizacja pociągów ewakuacyjnych z chwilą wybuchu drugiej wojny światowej.
Studia wyższe ukończył na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie. W okresie pierwszej wojny światowej walczył jako oficer i dostał się do niewoli rosyjskiej. W wolnej Polsce pracował jako referendarz w starostwie w Rzeszowie. Po kilku latach został przeniesiony do Grudziądza na stanowisko wicestarosty, a w 1937 r. awansował na stanowisko Starosty Powiatowego w Kartuzach.
Z chwilą wybuchu drugiej wojny światowej we Wrześniu 1939 r. cała rodzina J. Beliny musiała opuścić Kartuzy i pociągiem ewakuacyjnym, pod ciągłym bombardowaniem Niemców, dojechała do miejsca przeznaczenia, Chełma Lubelskiego. Tam spotkała się z Ojcem, który w ostatniej chwili opuścił Kartuzy i dotarł szczęśliwie do Chełma (Archiwum Muzeum Kaszubskiego im. Franciszka Tredera Kartuzy, (AMK Kartuzy), Dokumenty i Materiały, Akta Personalne, Jan Belina, sygn. Z. 27, f. 4. Relacja córki J. Beliny Bolesławy Wasilewskiej.: Szerzej zob.: N. Maczulis, Kartuzy z dziejów miasta..., s. 27 - 28.).
Redaktor naczelny „Gazety Kartuskiej” Stanisław Bieliński tak wspominał te chwile „... w dniu wybuchu wojny, tj. 1 września 1939 r. rodzina Bielińskich opuściła Kartuzy w południe ostatnim pociągiem ewakuacyjnym kierując się w głąb kraju na wschód Polski. Ewakuacja nastąpiła na polecenie starosty Beliny. Wraz z ojcem i bratem Bieliński znajdował się na liście osób niebezpiecznych dla Rzeszy Niemieckiej, których nazwiska umieszczone były w księdze poszukiwań Polaków >Fandbuch für Polen< za prowadzoną wrogą działalność na łamach >Gazety Kartuskiej< względem Niemiec hitlerowskich. Po wielu perypetiach osiadł w Lublinie. ...” (AMK Kartuzy, Dokumenty i Materiały, Akta Personalne, Stanisław Bieliński, sygn. Z. 28, f. 1.)
W dniu 1 września 1939 r. natarcie na Pomorze Gdańskie podjęła 4. armia Wehrmachtu pod dowództwem gen. Güntera von Kluge. W tym czasie do całego świata ryczał przez radio Führer narodu niemieckiego Adolf Hitler: „Die polnische Pest muss ausgerotten werden” - „polska zaraza musi być wytępiona”. Jego po zęby uzbrojone wojska krok po kroku zdobywały polską ziemię, waląc w nią ogniem i żelazem, z lądu, powietrza i morza.
4. armia gen. art. v. Kluge składała się z sześciu dywizji piechoty oraz dwóch dywizji zmotoryzowanych i jednej pancernej. Te ostatnie stanowiły XIX korpus pancerny dowodzony przez gen. Heinza Guderiana. W skład wymienionej armii wchodziło ponadto kilka mniejszych jednostek (brygad i dowództw odcinków straży granicznej). Gen. v. Kluge otrzymał zadanie: z przygotowanych stanowisk wyjściowych na rubieży Krajenka – Człuchów przejść do ataku, przekroczyć rzekę Brdę i szybko osiągnąć głównymi siłami zachodni brzeg Wisły na odcinku Topolno – Grudziądz, odcinając drogę odwrotu oddziałom broniącym się w głębi Pomorza Gdańskiego. Następnie częścią sił przystąpić do zniszczenia odciętych od południa oddziałów polskich, częścią zaś przeprawić się przez Wisłę i przystąpić przy współdziałaniu z III armią (z Prus Wschodnich) do likwidacji ocalałych oddziałów polskich na wschodnim brzegu Wisły. Ze składu IV armii wydzielona została 207 dywizja piechoty, która pod dowództwem (B. Hajduk, Kartuzy i powiat w latach 1939 – 1945 , W: Dzieje Kartuz, t. 2, Kartuzy 2001, s. 156. Autor błędnie podaje, iż atakująca Kartuzy 4 września 1939 r. 207 dywizja piechoty dowodzona była przez mjr. Karla von Tiedemanna. K. von Tiedemann był generałem majorem Wehrmachtu, a pochodził ze Stargardu Szczecińskiego.) gen. mjr. Karla von Tiedemanna otrzymała samodzielne zadanie. Miała nacierać na kierunku Bytów – Kościerzyna i dalej na wschód, dążąc do połączenia się z siłami gdańskimi oraz brygadą piechoty „Eberhardt” (z Prus Wschodnich) i we współdziałaniu z siłami morskimi, dowodzonymi przez Marinegruppenkommando Ost admirała Albrechta, rozbić Lądową Obronę Wybrzeża.
Hitlerowskie siły lądowe przeznaczone do walki z oddziałami polskimi na Wybrzeżu we Wrześniu 1939 r. składały się z dwóch ugrupowań: zasadniczego na Pomorzu Zachodnim i pomocniczego w Wolnym Mieście Gdańsku.
Zgrupowanie na Pomorzu Zachodnim podlegało 4. armii hitlerowskiej. Nosiło ono nazwę Grenzschutz – Abschitts – Kommando 1. Na jego czele stał zdymisjonowany gen. lotnictwa Leonhard Kaupisch. Siły jego składały się początkowo jedynie z obsady 32 i 42 odcinków obronnych Grenzwache.
Grenzschutz – Abschnitts – Kommando 1 istniało w zalążkowej formie w czasie pokoju pod nazwą Kommando der Befestigungen bei Neustettin – Dowództwo Umocnień koło Szczecinka. Przed wybuchem wojny Grenzschutz – Abschitts – Kommando 1 otrzymało odcinek frontu wzdłuż granicy polsko-niemieckiej od wybrzeża Bałtyku w rejonie Jeziora Żarnowieckiego aż do styku z ugrupowaniem XIX korpusu w rejonie Człuchowa.
Gen. Kaupischowi podlegali dawni „kierownicy wyszkolenia” Landwehry – Oberstleutnant Freiherr von Bothmer w Szczecinku oraz Oberstleutnant Wuth w Słupsku. Freiherr v. Bothmer stał na czele dowództwa odcinka nr 32, Wuth natomiast nr 42. Łącznie Grenzschutz – Abschnitts – Kommando 1 dysponowało 18 kompaniami oraz 18 armatami ppanc i 6 stałymi kompaniami karabinów maszynowych – razem ok. 6 tys. ludzi. W związku z zaczepnym charakterem przewidywanych działań, siły te zmobilizowano tworząc dwa pułki Grenzwache: nr 32 i nr 42.
Trzon sił Grenzschutz – Abschitts – Kommando 1 stanowiła zmobilizowana w dniu 25 sierpnia 1939 r. w II szczecińskim okręgu wojskowym 207 dywizja piechoty. Była to dywizja trzeciego rzutu przekształcona z dywizji Landwehry. Służyli w niej zarówno ludzie młodzi, jak i weterani pierwszej wojny światowej, a dowódcami kompanii i plutonów byli wyłącznie oficerowie rezerwy lub podoficerowie zawodowi. Uzbrojenie natomiast pochodziło z okresu pierwszej wojny światowej (A. Rzepniewski, op. cit., s. 99 - 102.).
Odrodzona w 1918 r. Polska, niestety, niewiele mogła przeciwstawić niemieckiej przemocy, gdyż z wojskowego punktu widzenia obrona małego skrawka ziemi, jakim było Pomorze Gdańskie, usadowionego pomiędzy Prusami Wschodnimi a Pomorzem Zachodnim była niezwykle trudna. Na terenie województwa pomorskiego stanowiska obronne zajęła armia „Pomorze” pod dowództwem gen. dyw. Władysława Bortnowskiego w składzie czterech dywizji piechoty i dwóch brygad: kawalerii i Obrony Narodowej.
Na północ od armii „Pomorze” bronić się miała Obrona Wybrzeża, dowodzona przez kontradm. Józefa Unruga. Była ona jednak podzielona na Morską Obronę Wybrzeża kmdr. dypl. Stefana Frankowskiego i Lądową Obronę Wybrzeża płk. Stanisława Dąbka (F. Szczęsny, op. cit., s. 205 – 206.: N. Maczulis, Z dziejów Kartuz i walk Kaszubów ..., s. 35 - 36.).
Charakterystyczne jest, że żaden z tych dowódców po zakończeniu drugiej wojny światowej nie podjął współpracy z władzami Polski Ludowej.
Płk Stanisław Dąbek nie poddał się wrogowi i honorowo popełnił samobójstwo. Gen. Władysław Bortnowski po zwolnieniu z oflagu wyemigrował do Kanady. Kmdr dypl. Stefan Frankowski zmarł w czasie wojny w oflagu. Natomiast kontradm. Józef Unrug po zwolnieniu z oflagu wyemigrował do Wielkiej Brytanii, a potem do Maroka. Będąc oficerem niemieckiej marynarki wojennej okresu cesarstwa i znając perfekcyjnie język niemiecki podczas pobytu w Oflagu II C Woldenberg (Dobiegniew) odważył się rozmawiać z niemieckimi władzami wojskowymi... za pośrednictwem tłumacza. Oświadczył bowiem, iż z dniem 1 września 1939 r. ... zapomniał języka niemieckiego.
Płk Stanisław Dąbek wyznaczony został na stanowisko dowódcy Lądowej Obrony Wybrzeża w lipcu 1939 r. (Od chwili powstania Brygady w 1937 r. do dnia 22 lipca 1939 r. jej dowódcą był płk dypl. Józef Sas – Hoszowski, a od 23 lipca do 19 września 1939 r. płk Stanisław Dąbek.: Gdynia 1939... , s. 55.). Podlegały mu dwa pułki strzelców morskich, Morska Brygada Obrony Narodowej oraz kilka improwizowanych pododdziałów. Większość z nich, podobnie jak bataliony Obrony Narodowej „Gdynia”, „Kartuzy”, zmobilizowane zostały z rezerwistów zamieszkujących powiaty o nazwach jak bataliony. Mobilizacje, w miarę możliwości, przeprowadzono skrycie 24 sierpnia. Wcześniej, bo już latem w pomorskim zmobilizowano żołnierzy ok. 12 tysięcy podoficerów rezerwistów i uzupełniono nimi jednostki bojowe w głębi kraju.
Na dwa lata przed wybuchem drugiej wojny światowej Polacy zaczęli tworzyć w różnych częściach kraju „tanie wojsko” o charakterze milicyjnym zwane brygadami Obrony Narodowej. Ogólną koncepcją takiego wojska było powiększenie sił obronnych w trakcie wybuchu wojny. Na Obszarze Nadmorskim stan sił zbrojnych był szczupły, przy jednoczesnym dużym zaludnieniu rezerwistów. Stąd wystąpiła konieczność wykorzystania ich i zorganizowania oddziałów niezbędnych na wypadek konfliktu zbrojnego (Gdynia 1939..., s. 51.). Tak powstał IV Batalion Obrony Narodowej „Kartuzy”, który rekrutował się z mieszkańców Kartuz, Żukowa i Chmielna, a składał się ze starannie dobranych i dobrze wyszkolonych kadr oficerskich i żołnierskich (A. Rzepniewski, Obrona Wybrzeża w 1939 r., Warszawa 1964, s. 66.: Zob. też szerzej na ten temat: K. Pindel, Obrona Narodowa 1937 – 1939, Warszawa 1979.).
Od momentu wybuchu wojny do 5 września 1939 r. dowodził nim kpt. Marian Mordawski, od 6 do 17 września 1939 r. mjr Stanisław Hochfeld, a od 17 do 19 września 1939 r. kpt. Roman Wasilewski. W skład batalionu wchodziły trzy kompanie. Pierwsza, dowodzona przez kpt. R. Wasilewskiego miała bronić rejonu miasta, druga, którą dowodził kpt. Michał Pikuła, działała w rejonie Żukowa, trzecia natomiast, dowodzona przez kpt. Stanisława Grajskiego, działała w rejonie gminy Chmielno (N. Maczulis, Z dziejów Kartuz..., s. 36,: tenże, Kartuzy z dziejów miasta i powiatu..., s. 35.: B. Hajduk, Kartuzy i powiat..., s. 156.). Wojska te miały walczyć dwa – trzy dni na przedpolu oraz około tygodnia na Kępie Oksywskiej. Nie miały one żadnych szans powodzenia, nikt nie miał przyjść im z pomocą, z góry skazane były na zagładę (F. Szczęsny, op. cit., s. 207.). Batalion kartuski liczył 250 oficerów i 756 żołnierzy uzbrojonych w karabiny ręczne, a dla porównania, z nacierających jednostek Wehrmachtu, jedynie 207 dywizja piechoty, liczyła 17. 901 oficerów i żołnierzy uzbrojonych w broń ręczną. Również w sprzęcie przewaga hitlerowców była druzgocąca (B. Hajduk, op. cit., s. 156.).

W dniu 2 września w godzinach popołudniowych niemiecka 207 dywizja piechoty zajęła Kościerzynę, a 3 września połączyła się na najwęższym odcinku Pomorza z siłami gdańskimi. 4 września maszerowała na Kartuzy mając przed sobą 1 kompanię kpt. R. Wasilewskiego. Dostępu do miasta od strony Żukowa broniła kompania kpt. M. Pikuły, która już od 1 września odpierała silne ataki sił gdańskiej Landespolizei. Kompanię kpt. R. Wasilewskiego wspierał pluton zwiadu, pluton ciężkich karabinów maszynowych ppor. Szczęsnego i jedno działko przeciwpancerne, którego celowniczym był Michał Flisykowski ze Sławek, brat Alfonsa - dowódcy obrony Poczty Polskiej w Gdańsku. Dodatkowym silnym wsparciem tego pododdziału był pociąg artyleryjski, który w sposób improwizowany zorganizowano w dniu 1 września w Kartuzach. Jego załogę stanowili żołnierze i kolejarze uzbrojeni w broń małokalibrową.
W tym miejscu oddajmy należyty hołd kartuskim kolejarzom, którzy podjęli się nierównej walki, przybliżając po latach ich wyczyn.
Zawiadowca stacji kolejowej w Kartuzach Jan Żmijewski w dniu 1 września 1939 r. polecił wszystkim kolejarzom pozostanie na swych stanowiskach. Załoga stacji podporządkowała się władzom wojskowym. Z inicjatywy kolejarzy i żołnierzy zbudowano zestaw lokomotywy z wagonem towarowym, tzw. węglarką. Lokomotywę natomiast opancerzono prowizorycznie grubą blachą, a poustawiane po bokach przebudowanej węglarki skrzynki z piaskiem stanowiły osłonę. Na węglarce zamontowano armatkę małego kalibru. Cywilnym kierownikiem improwizowanego pociągu opancerzonego mianowano kartuskiego kolejarza Józefa Stoltmanna, a na maszynistę wyznaczono Bernarda Walentowskiego - również mieszkańca Kartuz. Dowództwo wojskowe przejął por. Matuszak. Pociąg osłaniała drużyna kaprala Jana Białki z Somonina w składzie: Józef Soboń z Goręczyna, Zając i Feliks Rompski z Kiełpina, Józef Bronk ze Sławek, Pachura z Leśna oraz Szymichowski z Goręczyna.
W późnych godzinach popołudniowych 2 września kartuski pociąg opancerzony z załogą kilkunastu żołnierzy i uzbrojonych kolejarzy ruszył na swój pierwszy zwiad w kierunku Żukowa. Przed Starą Piłą napotkał na przeszkodę nie do usunięcia - zerwany wiadukt kolejowy. W takiej sytuacji musiał wrócić do Kartuz. W drodze powrotnej jednak natknął się na patrol gdańskiej Landespolizei, który wolał nie ryzykować podjęcia walki z załogą pociągu.
Następnego dnia w godzinach porannych pociąg - zwany często „Smokiem” - wsparty plutonem kolejarzy i plutonem junaków, wykonał śmiałe kontrnatarcie na przeważające siły wroga, które zajęły rejon Żukowa. Siły gdańskie zostały wyparte z elektrowni Rutki i z samego Żukowa. Nie starczyło jednak sił na trwałą obronę tych miejscowości, zaś pociąg potrzebny był też do wykonania innych zadań. Dowódca baonu kpt. Mordawski postanowił bowiem wysłać go na zagrożony odcinek obrony od strony Somonina. Już w somonińskim lesie doszło do potyczki z oddziałem Wehrmachtu. Do walki z wrogiem włączyła się grupa źle uzbrojonych chłopów z Somonina i okolicznych wsi. Załoga pociągu i tzw. leśni ludzie przez ok. półtorej godziny prowadzili walkę z Niemcami. Dopiero po nadejściu posiłków Wehrmachtu od strony Kościerzyny pociąg wycofał się z powrotem do Kartuz.
Gdy pododdziały niemieckiej 207 dywizji piechoty gen. v. Tiedemanna z jednej strony, a gdańskie jednostki Landespolizei z drugiej podeszły pod Kartuzy, kolejarze zebrali się w Szkole Powszechnej nr 1 i po burzliwej dyskusji postanowili opuścić miasto. Część z nich ruszyła w kierunku Gdyni, część w kierunku Wejherowa.
Po zajęciu Kartuz Niemcy zatrzymali się w mieście licząc się z atakiem sił polskich (W dniu 5 września 1939 r. w lesie pod Burchardztwem k. Kartuz żołnierze 207 dywizji piechoty 4 armii Wehrmachtu dokonali zbrodni wojennej i rozstrzelali żołnierza Obrony Narodowej Brunona Formelę z Kartuz.: Zob. Sz. Datner, Zbrodnie Wehrmachtu na jeńcach wojennych armii regularnych w drugiej wojnie światowej, Warszawa 1961, s. 48.). Spodziewali się uderzenia z kierunku północnego i południowego, które miało doprowadzić siły polskie do połączenia się z armią „Pomorze”. Gdy spodziewany atak nie nastąpił, siły Wehrmachtu skierowano na Gdynię.
Obszar powiatu kartuskiego (Kreis Karthaus) wchodził pod względem administracyjno-państwowym w skład Reichsgau Danzig – Westpreussen - Okręgu Rzeszy Gdańsk - Prusy Zachodnie. Powiat graniczył od północy z powiatem wejherowskim, od wschodu z terenem byłego miasta Gdańska, od południa z powiatem kościerskim i od zachodu – z Prowincją Pomorze (Provinz Pommern), tj. z powiatem lęborskim i bytowskim (J. Walkusz, Kościół katolicki w kartuskiem (1939 - 1945), W: „Nasza Przeszłość”. Studia z dziejów Kościoła i kultury katolickiej w Polsce, t. 70, Kraków 1988, s. 149 - 151.).
Z chwilą wybuchu drugiej wojny światowej rozpoczął się antypolski terror na tych ziemiach. Władzę w mieście powierzono Heinrichowi Lau, niemieckiemu burmistrzowi komisarycznemu, a od 1 kwietnia 1942 r. Philippowi Hübnerowi (Zob. B. Hajduk, op. cit, s. 157 - 159.), którzy wraz z kierownikiem powiatowym i landratem Herbertem Buschem prowadzili zbrodniczą politykę zgodną z duchem narodowego socjalizmu (W. Jastrzębski, J. Sziling, Okupacja hitlerowska na Pomorzu Gdańskim w latach 1939 - 1945, Gdańsk 1979, s. 91.). Landratury lat 1939 - 1945 działały na podstawie Dekretu z października 1939 r.. Kompetencje landratów na czas wojny zostały rozszerzone. Chodziło przede wszystkim o działalność polityczną, ideologiczną i narodowosocjalistyczną.
Niemieccy burmistrzowie kartuscy nie byli w mieście ludźmi lubianymi. Byli odrażajacy, bardzo obowiązkowi, rygorystyczni i butni - jak większość Niemców. Polacy bali się ich i ci, którzy nie musieli, woleli się z nimi osobiście nie spotykać. Burmistrz Hübner idąc ulicą miasta, potrafił uderzyć dziewczynę w twarz za to, że do koleżanki mówiła po polsku.
Jego też pewnie pomysłem w początkach wojny było zorganizowanie w Kartuzach wystawy w ustawionych na Rynku namiotach wojskowych, na którą spędzono ludność całego miasta i okolic. Wywieszono napis z tytułem: „Deutsche Ordnung und polnische Wirtschaft” - „Niemiecki porządek i polska gospodarka”. Celem było moralne upodlenie i zastraszenie tutejszej ludności.
Za akt sprawiedliwości dziejowej uznali na pewno Kaszubi wyrok procesu odbytego przed Międzynarodowym Trybunałem Wojskowym w Norymberdze, który słusznie osądził i skazał na kary śmierci zbrodniarzy hitlerowskich. Niektórzy zapewne żałowali, że nie było wśród nich kartuskich prominentów hitlerowskich. Sytuacja w tym powiecie była reprezentatywna dla całego obszaru okręgu Rzeszy Gdańsk - Prusy Zachodnie. O tym jednak - przez pamięć i szacunek do zgładzonych – nie wolno nam nigdy zapomnieć - szczególnie w kontaktach z Niemcami i zjednoczoną Europą. Musimy strzec naszej historii i tradycji.
Miejscowa ludność kaszubska, której liczba w mieście sięgała bez mała 5 tys., a w powiecie prawie 64 tys., była zmuszana do podpisywania Deutsche Volksliste - Niemieckiej Listy Narodowej. Kaszubi otrzymywali przeważnie III grupę tzw. eingedeutscht – zniemczeni, która obejmowała kolejne trzy kategorie osób. Posiadacze III i IV grupy DVL otrzymali bardzo ograniczone prawa wynikające z przynależności do Rzeszy. Jedynie obowiązki pozostały te same – służba w Wehrmachcie i wychowywanie dzieci w duchu niemieckim (W wyciągu aktów więziennych Władysława Malińskiego z okresu okupacji podane jest nazwisko Hübnera - niemieckiego burmistrza Kartuz. Przymuszano W. Malińskiego do podpisania Niemieckiej Listy Narodowej – Deutsche Volksliste, której W. Maliński nigdy nie podpisał.: AMK Kartuzy, Dokumenty i Materiały, Akta Personalne, Władysław Maliński, sygn. Z. 13, Dowody pracy administracyjnej Władysława Malińskiego - podreferendarza Starostwa Powiatowego w Kartuzach, f. 23.).
W dniu 14 września 1939 r. na Wzgórzu Wolności w Kartuzach zostali zamordowani: Robert Gransicki, Leon Cichosz, Nikodem Klucza, Leon Litwin i Paweł Nacel. Byli członkami Polskiego Związku Zachodniego i zasłużonymi dla miasta i regionu. W lesie pod Kartuzami - na Kaliskach - w dniu 27 października 1939 r. Niemcy rozstrzelali 76 Polaków z Kartuz i Kaszub. W tym mordzie brali udział prócz hitlerowców konwojujących transport, esesmani z Grzybna i Kobysewa, a przebiegiem egzekucji kierował landrat Herbert Busch oraz generał SS i policji z Gdańska Richard Hildebrandt.
Jednym z zamordowanych wówczas działaczy był kartuski drogerzysta Feliks Wieczorek (AMK Kartuzy, Dokumenty i Materiały, Akta Personalne, Feliks Wieczorek, sygn. Z. 43, f. 1.). Urodził się w dniu 2 listopada 1893 r. w Sulmierzycach. W okresie zaboru pruskiego przebywał w Lipsku, Dreźnie, Berlinie i Katowicach. Po przyłączeniu w 1920 r. Kaszub i Kartuz do Polski F. Wieczorek otworzył przy Rynku w Kartuzach Drogerię Pomorską. Był działaczem Polskiego Związku Zachodniego w Kartuzach. Po wybuchu drugiej wojny światowej we wrześniu 1939 r.. Niemcy przeprowadzili rewizję w domu jego siostry Czesławy Frankowskiej. Znalezione tam dokumenty spowodowały, że Wieczorek został aresztowany, osadzony w kartuskim więzieniu, później więziony w Borowie i wykorzystywany do prac wykopkowych. Następnie wywieziony został na Kaliska i tam rozstrzelany wraz z innymi Polakami w dniu 27 października 1939 r..
W dniu 11 listopada 1939 r. 43 innych więźniów wywieziono z Kartuz do lasu obok tzw. Szadego Buku k. Egiertowa. Tam strzelano do skazanych, którzy wpadali do dzień wcześniej wykopanego przez członków Selbstschutzu z Egiertowa, a zranionych dobijano kolbami i łopatami.
W dniu 25 listopada 1939 r. na Kaliska przywieziono kolejną grupę Polaków, w tym wielu księży. Rozstrzelano ich, a część utopiono w bagnach. Zginęli wówczas m. in. mieszkańcy Kartuz, drogerzysta Jan Zaremba, rzeźnik Franciszek Kuczkowski, Jan Zimmerman, stomatolog Stefan Skoracki, drogomistrz Jan Cyganek, urzędnicy, Feliks Drążkowski, Antoni Walaszkowski, Józef Renachowski, Władysław Jakusz-Gostomski, Antoni Reiter. Egzekucją kierował znowu Busch i Hildebrandt. Na podstawie niemieckich rozporządzeń wojennych można stwierdzić, że tylko jesienią 1939 r. w powiecie kartuskim zostały zamordowane 193 osoby(W. Jastrzębski, J. Sziling, op. cit. , s. 104.: Por. też J. Walkusz, Kościół katolicki w kartuskiem... , s. 209 – 211.).
Młodzi Kaszubi, których rodziny zostały zniemczone, zmuszeni byli odbywać służbę wojskową w Wehrmachcie i kierowani byli na front. Większości z nich udało się zbiec na stronę aliantów i służyć później w II Korpusie Polskim gen. Władysława Andersa. Inni do końca wojny pozostali w Wehrmachcie. Wrócili potem do domu - gdzie szykanowało ich polskie UB - lub w obcym mundurze pozostali na zawsze na polu walki. Ci Kaszubi leżą dzisiaj obok swych niemieckich i polskich towarzyszy niedoli jako żołnierze niemieckiego Wehrmachtu.
Inny los spotkał jednak tych, którzy trafili na front wschodni. Wielu z nich w niemieckich mundurach walczyło pod Stalingradem. Ci jednak - nie mieli gdzie uciekać (Na froncie wschodnim, pod Stalingradem w 1942 r., walczył w mundurze żołnierza Wehrmachtu 18 - letni Kaszuba Klemens Stawicki rodem ze Staniszewa. W walkach został dwukrotnie ciężko ranny. Trafił do niemieckiego szpitala polowego. Tylko to uratowało go od niewoli sowieckiej lub niechybnej śmierci na froncie lub mrozie. Zmarł w Kartuzach jesienią 1997 r. w wieku 73 lat.). Jedyną ich szansą mogły być próby symulowania wypadku podczas urlopu w domu. Ale było to sprawdzane z wielką dokładnością i karane z niemiecką surowością. W razie niejasności, rodzina trafiała do obozu koncentracyjnego, najczęściej do Stutthofu.
Społeczność kaszubska była brutalnie prześladowana, stąd też nic dziwnego, że na tym terenie utworzył się ruch oporu i powstała organizacja podziemna "Gryf Kaszubski", a od 1941 r. - "Gryf Pomorski".
Szczególnie tragiczny los spotkał księży powiatu kartuskiego. Ks. Józef Paszotta z Przodkowa został aresztowany jesienią 1939 r. ze względu na posiadanie broni. Trzy dni był zatrzymany w kościele w Przodkowie wraz z dwoma innymi ukrywającymi się księżmi. Następnie zmuszeni byli przybyć do Kartuz na przesłuchanie. Nie trwało ono długo, gdyż wśród przesłuchujących znajdował się ogrodnik z Kartuz i jednocześnie szef kartuskiej NSDAP - Fritz Gutjahr. Znał osobiście ks. Paszottę i za jego wstawiennictwem został on zwolniony. Podobnego zdania byli inni członkowie komisji - Niemcy z Kobysewa, którzy znali księdza jako przewodniczącego ich spółki wodnej. Ks. Paszotta został zwolniony i przeżył całą wojnę (J. Walkusz, Kościół katolicki..., s. 218 - 219. : tenże, Wojenne losy duchowieństwa..., 50 – 51,: N. Maczulis, Kartuzy z dziejów miasta i powiatu..., s. 38 - 39.).
Po latach syn Fritza Gutjahra - Heinz-Jürgen odwiedzał mnie kilkakrotnie w Muzeum. Opowiadał o sytuacji w Kartuzach w okresie wojny. Mieszkał w tym mieście jeszcze przed wojną. Jak opowiadał, ludzie nazywali jego ojca „der schwarze Teufel - czarny diabeł”. Ale ojciec - jeżeli tylko mógł - pomagał wielu Kaszubom. Dowodem na to - wg opowiadań syna - był fakt, że gdy wojna się skończyła się, Gutjahr przybył do Kartuz i nikt z mieszkańców nie uczynił mu krzywdy. Z Kartuz poszedł pieszo do Niemiec w okolice Lubeki, gdzie mieszkał i żył. Czy spokojnie?
Tragiczny los spotkał również proboszcza kartuskiego dr. Leona Połomskiego, który został aresztowany i uwięziony przez Gestapo. Był on z tej parafii, która oddała w 1920 r. gminie ewangelickiej kamień pamiątkowy z pobytu króla pruskiego Fryderyka Wilhelma IV. Kamień ów został wówczas przekazany pastorowi ewangelickiemu Wernerowi Müllerowi. Obaj księża znali się już od 1927 r. dobrze się rozumiejąc i przyjaźniąc. Gdy więc ks. Połomski trafił do obozu koncentracyjnego w Stutthofie niemiecki pastor Müller poszedł osobiście do kierownika NSDAP w Kartuzach Fritza Gutjahra prosząc o ratowanie swego polskiego przyjaciela (R. Ciemiński, Album Kartuski, Gdańsk 1991, s. 26. ). Jednak jego wstawiennictwo nie było skuteczne. Ks. L. Połomski w Stutthofie był już tylko numerem 9981 i musiał ciężko pracować. Przy tej pracy został ciężko pobity i zmarł w dniu 5 sierpnia 1940 r. (J. Walkusz, Kościół katolicki.., s. 216.: tenże, Wojenne losy duchowieństwa ..., s. 44, tenże, W cieniu połamanego..., 148.).
Przed dokładnie 9 laty, 5 sierpnia 1931 r. parafię kartuską pw. Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny, której proboszczem był ks. dr Leon Połomski, wizytował ks. biskup Konstantyn Dominik. Upamiętnia to fotografia wykonana przed kartuskim Sierocińcem Sióstr Wincentek a Paolo w Kartuzach w dniu 5 sierpnia 1931 r..
J. E. Ks. Bp. Kaszuba, przybył do Kartuz z wizytacji parafii w Kiełpinie ks. Antoniego Arasmusa. Ks. Arasmus napisał wiersz, który zadeklamowano wówczas na powitanie Ks. Biskupowi:

Witaj nam w Kaszubskich stronach,
gdzie kołyska stała Twa,
gdzie mogiły Twoich lubych,
gdzie zabłysła pierwsza łza.

Znane Ci te wzgórza, lasy,
Pieśń odwieczna morza fal,
co swojemu Stwórcy nuci
hymn z zaświatów w mroczną dal.

Znana Ci kaszubska gwara,
Znany serc Twych braci żar
Z nimi żyłeś, z nimi piłeś
radość, smutek z życia czar.

Czyż więc nie mam śmieć Cię nazwać -
Książę ? - Tyś prawdziwie nasz !

Z kartuskiego Sierocińca ruszyła procesja do kościoła poklasztornego. Przemówienie powitalne wygłosił ks. Połomski, który powiedział nie bez racji: „Ekscelencjo, wita Cię jedna z najpiękniejszych pereł Twojej diecezji, wita Cię prastara, bo XIV-wieczna Fara Kartuska, a w niej zawsze wierny Bogu lud kaszubski” ( Szerzej zob.: H. Ormiński, Sługa Boży ksiądz biskup Konstantyn Dominik, Kartuzy 1986, s. 148 - 152.).
Po ks. Połomskim pozostała cenna pamiątka znajdująca się obecnie w Muzeum Kaszubskim w Kartuzach. Jest to kolorowa płaskorzeźba z gliny przedstawiająca mękę Chrystusa na krzyżu, a u Jego stóp Matkę Boską i Marię Magdalenę. Zabytek ten pochodzi z 1800 r.. Codziennie przypomina mi ona o tragicznie zmarłym ks. Leonie Połomskim.
Równie tragiczny los spotkał księży Antoniego Arasmusa z Kiełpina i Bernarda Łosińskiego z Sierakowic. Ks. Arasmus został aresztowany w początkach września 1939 r. i osadzony w więzieniu w Kartuzach. Wydobył go jednak stamtąd Niemiec Albert Höhne właściciel majątku w Borczu. Idąc za radą Höhnego ks. Arasmus przebywał 4 tygodnie w jego dworku, aby uniknąć ponownego aresztowania. W każdą niedzielę Höhne przywoził ks. Arasmusa na Mszę św. do swoich parafian.
Gdy – zdaniem ks. Arasmusa - minęło zagrożenie, manifestował swą polskość i potępiał politykę hitlerowską. Z tego powodu został aresztowany w dniu 27 października 1939 r.. Po przesłuchaniu w Kartuzach 5 eskortujących księdza SS - manów wywiozło go samochodem na egzekucję do lasu kartuskiego, znajdującego się przy drodze prowadzącej do Kościerzyny. Tam go rozstrzelali, dobili kolbami i zakopali w ziemię niedaleko miejsca zbrodni. Następnie udali się na plebanię i zrabowali ją.
W dniu 1 listopada 1939 r. hitlerowcy Oskar i Hans Knorr z Kiełpina zniszczyli Grotę Matki Boskiej w Kiełpinie, która była dziełem ks. Arasmusa. Proboszcz kiełpiński będąc w 1934 r. w Lourdes sporządził szkic tamtejszej groty i własnymi rękoma zbudował podobną na terenie swej parafii. Na jej bocznych ścianach umieścił tabliczki upamiętniające bohaterów z okresu pierwszej wojny światowej. Hitlerowcy rozbili grotę, a figury Matki Boskiej i św. Bernadety rozbili i w kawałkach wysypali na drogę. Ci sami bracia Knorr zdewastowali również figurę Najświętszego Serca Pana Jezusa, usytuowaną obok szkoły w Kiełpinie
(J. Walkusz, W cieniu połamanego ..., s. 93 - 96.).
W barbarzyński sposób zamordowali Niemcy zasłużonego dla polskości 75 letniego staruszka – ks. kanonika Bernarda Łosińskiego z Sierakowic. Urodził się on w dniu 20 maja 1865 r. w Wielu. Był trzykrotnym posłem do Sejmu Pruskiego, a w 1920 r. posłem do Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej. Był zasłużonym działaczem społeczno-narodowym, założycielem spółdzielni polskich na Kaszubach. Za swoją działalność odznaczony został Orderem Polonia Restituta. W dniu 7 kwietnia 1940 r. Gestapo aresztowało i osadziło go w obozie koncentracyjnym w Oranienburgu - Sachsenhausen. W dniu 18 kwietnia 1940 r., gdy klęczał przed blokiem obozowym został zabity kijami przez oprawców (Tenże, Kościół katolicki..., s. 208 - 209 i 215. : tenże, Wojenne losy duchowieństwa ..., s. 41 – 43.).
Położenie kościoła katolickiego w okresie drugiej wojny światowej było bardzo trudne. W wyniku bezpośrednich eksterminacji oraz wysiedleń i zsyłek do obozów koncentracyjnych największe straty w okręgu Gdańsk - Prusy Zachodnie w okresie okupacji poniósł Kościół katolicki powiatu kartuskiego. Na tych ziemiach sytuacja Kościoła była bardzo trudna. Spośród 33 kapłanów z 20 parafii powiatu kartuskiego, 12 zostało zamordowanych jesienią 1939 r., 3 zginęło w obozach koncentracyjnych, inni pozostawali krócej lub dłużej w obozach i więzieniach (Tenże, Kościół katolicki..., s. 154 i 219.: N. Maczulis, Kartuzy z dziejów miasta..., s. 40.).
Natychmiast po wkroczeniu oddziałów niemieckich do Kartuz utworzono obóz dla internowanych. Początkowo został rozlokowany w baraku i w stajni przy ulicy Przy Wodociągach. Było to jednak tylko tymczasowe. Obiekty nie były ogrodzone, a więźniowie przebywali zamknięci w pomieszczeniach strzeżonych przez posterunki żołnierzy Wehrmachtu. Pierwszymi więźniami tego obozu byli wzięci do niewoli strażnicy graniczni, kilku żołnierzy i osoby cywilne z Kartuz i okolicy. Byli oni nawet stosunkowo znośnie traktowani. Pozwalano na dostarczenie paczek i widzenia z rodzinami. Jednak pomieszczenia, w których przebywali, w ogóle nie odpowiadały celom, jakim miały służyć. Między 15 a 20 września, przeniesiono internowanych do byłego obozu Przysposobienia Wojskowego i Wychowania Fizycznego w Borowie, około 500 m od jeziora Karlikowo. Wokół bazy tego obozu, zwanego „Stanicą Harcerską”, oddział Arbeitsdienstu wybudował kilka prymitywnych baraków, ogrodził cały obóz drutem kolczastym, ustawił wieżyczki dla strażników i oświetlił. Znajdującą się niedaleko obozu nowo zbudowaną posesję, której właścicielem był Polak z Kartuz Jan Hirsz, zarekwirowano. Rozlokowano w niej komendę obozu. Funkcję komendanta pełnił oficer Wehrmachtu. Strażnikami byli początkowo członkowie Arbeitsdienstu zamienieni w końcu września przez pododdziały Wehrmachtu.
Przez cały okres istnienia obozu wśród więzionych tam Polaków przeważali wzięci do niewoli żołnierze, funkcjonariusze polskiej policji, strażnicy graniczni, celnicy oraz kolejarze i pocztowcy. Do obozu na przełomie września i października 1939 r. przywieziono około 40 – osobową grupę polskich żołnierzy pochodzenia żydowskiego, z których większość w połowie października rozstrzelano w pobliżu obozu. Dzienny stan więźniów w obozie oceniano w relacjach na około 600 – 700 osób.
Więźniów codziennie prowadzono do prac rolnych w okolicznych folwarkach. Poza tym członkowie Selbstschutzu zabierali po kilku lub kilkunastu internowanych do pracy u poszczególnych rolników niemieckich. Przy komendzie obozu funkcjonowała komisja składająca się z funkcjonariuszy Abwehry (wojskowy wywiad i kontrwywiad). Przesłuchiwała ona przede wszystkim jeńców wojskowych, a zwłaszcza oficerów oraz strażników granicznych. Prócz tej komisji do obozu przyjeżdżała często grupa SS-manów członków Selbstschutzu z Kartuz z landratem powiatu kartuskiego Herbertem Buschem oraz grupa terenowa 16 oddziału policji bezpieczeństwa. Ta ostatnia grupa miała do dyspozycji pododdziały z SS – Wachtsturmbann Eimann. Pododdział ten dokonywał egzekucji więźniów wyselekcjonowanych przez wymienione komisje. Tylko w pojedynczych przypadkach mordowano na terenie obozu lub w pobliżu. Większość osób wywożono do miejsca masowej zbrodni w lesie koło Kalisk lub do lasu Szady Buk k. Egiertowa. Poza tym kilka transportów wywieziono w niewiadomym kierunku. Wśród więźniów panowało przekonanie, że te ostatnie transporty były skierowane do Stutthofu. Jednak, jak się później zorientowano, tylko niektórzy więźniowie z obozu w Borowie znaleźli się tam. Inni po prostu zaginęli. Chociaż tylko trzy przypadki masowych zbrodni przypisuje się strażnikom Wehrmachtu, a większość zbrodni popełniły grupy z 16 oddziału policji bezpieczeństwa, SS – Wachtsturmbann Eimann oraz Selbstschutzu, cała odpowiedzialność za te czyny spada na wojskową komendę obozu. Wydawała bowiem internowanych Polaków, wiedząc jaki czeka ich los.
Od końca listopada 1939 r. część więźniów zaczęto zwalniać, zwłaszcza internowanych cywilów. Natomiast część przekazywano sukcesywnie do innych obozów, w tym także do obozu Stutthof, początkowo przez obóz w Nowym Porcie, a później bezpośrednio.
Wiosną 1940 r. pozostało w obozie już tylko około 50 jeńców wojennych. Grupa ta będąca w dyspozycji Wehrmachtu pracowała przy urządzaniu nowego obozu jeńców w Dzierżążnie. Tam też został przeniesiony obóz z Borowa. W miejsce jeńców polskich, których odesłano do innego obozu (Stutthof, hitlerowski obóz koncentracyjny, Warszawa 1988, s. 59 - 61.), przywieziono jeńców francuskich.
Był to okres napływu jeńców francuskich, po przegranej kampanii 1940 r., do niemieckich obozów jenieckich zlokalizowanych na ziemiach polskich.

Czytany 1817 razy Ostatnio zmieniany wtorek, 03 lipiec 2018 15:30
Norbert Maczulis

Zapraszam na stronę portalu Szwajcaria-Kaszubska.pl gdzie można przeczytać moje publikacje.

Dyrektor Muzeum Kaszubskiego w Kartuzach (do 30 kwietnia 2015), Norbert Maczulis

Mój profil na fb.com/norbert.maczulis

Skomentuj

Komentarz zostanie opublikowany po zatwierdzeniu przez redakcję.


Proszę rozwiązać proste zadanie (blokada antyspamowa):

Skocz do:

Polecamy

Agro-Dorota
( / Baza noclegowa)

Zdjęcie z galerii

Ostatnie komentarze

Gościmy

Odwiedza nas 167 gości oraz 0 użytkowników.

szwajcaria-kaszubska.pl